Komu przygrywa Kwartet Śląski?, czyli równi i równiejsi w gliwickiej kulturze

Wiele się mówi o konstytucji i finansowaniu kultury, zwłaszcza ostatnio, kiedy widmo spędzającej artystom sen z oczu „Oszczędności” unosi się nad nią, zwłaszcza w jej wydaniu mniej eksponowanym, na poziomie lokalnym, a więc w gestii lokalnych samorządów będącym. Póki co, w Gliwicach nie możemy mówić o czymś w rodzaju załamania finansowania publicznego w tej dziedzinie, być może tylko dlatego, że jak dotąd nie mieliśmy jakichś szczególnych przykładów takiego mecenatu, który przez duże „M” można by było opisywać.

Mamy do czynienia z monopolistą jeśli chodzi o instytucje i z tzw. dotacjami dla organizacji pozarządowych, które na ogół są dość skąpo sączone i często najnormalniej w świecie pozwalają jedynie z trudem zbilansować takie czy inne przedsięwzięcie, nie dając szansy na coś, co artyści nazywają rozwinięciem skrzydeł. Nie o tym jednak dzisiaj, choć uważam i zdania nie zmienię, że kluczem do kulturowego (już nie tylko kulturalnego) ożywienia jest zrewolucjonizowanie podejścia do wspierania kultury przez samorządy z otwarciem kranu z dotacjami na działalność nieinstytucjonalną, amatorską, oddolną mówiąc najkrócej. Dziś chciałem zastanowić się nad przypadkiem, który jest zjawiskiem wyjątkowym nie tylko w skali Gliwic, ale wręcz kraju – przypadkiem Kwartetu Śląskiego. Niestety, nie chodzi mi tu bynajmniej o wyjątkowość artystyczną, choć sam zespół należy do dobrych średniaków, ale o szczególny status jeśli chodzi o publiczne wsparcie. Niech te rozważania staną się również okazją do wysunięcia kilku tez, propozycji i postawienia paru pytań, które jak sądzę paść powinny w kontekście zbliżającej się nieuchronnie rewolucji w gliwickiej kulturze. Świadomie piszę „rewolucji”, bo niestety mamy w naszym mieście do czynienia ze stagnacją tak utrwaloną, że nawet zmiana organizacyjna w takim czy innym przypadku będzie miała znamiona rewolucji.

Kwartet Śląski na swojej artystycznej drodze spotkał anioła. To pewne. Na pierwszy rzut oka trudno ustalić jego tożsamość, bowiem na stronie internetowej Kwartetu widnieje informacja, że mecenasem zespołu jest Samorząd Miasta Gliwice. Sytuacja wyjaśnia się już w tej samej linii, bowiem z prawej strony widnieje logo z informacją, że partnerem Kwartetu jest Gliwicki Teatr Muzyczny. Aniołem owym musi być zatem dyrektor Paweł Gabara. Nie ukrywam, że właśnie to zestawienie wzbudziło moje zainteresowanie. Dlaczego? Odpowiem tyleż szczerze, co bezczelnie – dlatego, że pokrętne ścieżki odpływania kasy z GTM od dawna mnie interesują i wręcz wzbudzają pewien podziw dla kierownictwa. Zainteresowało mnie natychmiast ile wart jest mecenat, o którym informuje wszem i wobec sam Kwartet. Sporo! Od 2005 roku Kwartet Śląski otrzymuje świadczenie, które można chyba określić jako stypendium, w wysokości 80 tys. zł rocznie. Tu uwaga, uzyskałem też informację, że 90 tys., ale sprawdzał tego nie będę, gdyż specjalnego znaczenia to nie ma. Pozostańmy zatem przy 80 tys. Oznacza to, że przez 6 lat nasi instrumentaliści zgarnęli blisko 500 tys. zł. Może ktoś powiedzieć, że za coś szczególnego. Jeśli tak, koniecznie chciałbym wiedzieć, za co? Pytam nie bez kozery, bowiem podobne praktyki nie są w Polsce stosowane nawet przez baaaardzo bogate samorządy. Dodam tu tylko, że jedynym znanym mi przypadkiem czegoś takiego jest status śp. Czesława Miłosza, któremu Kraków coś tam fundował w kwestiach mieszkaniowych. Wisława Szymborska już na takie względy nie zasłużyła. Czym zatem zasłużył Kwartet Śląski na tak szczególny casus? Niech nie mają mi za złe miłośnicy muzyki tego zespołu, to nie jest zamach na niego, ale na system – niczym! Kwartet Śląski nie reprezentuje żadnej jakości nadzwyczajnej, predestynującej go do takiego wyróżnienia. Wydaje mi się zatem, że wśród gładkich słówek i wizjonerskich opowieści, dyrektor Gabara po prostu wkręcił Samorząd w ten mecenat. Jak sądzę ma on nieco ukrytą formę i zapewne wypłacany jest ze środków GTM w ramach otrzymanej dotacji. Pozostaje mi sądzić, że to sam dyrektor ma pretensje do bycia mecenasem, bo jeśli nie, to wypada zapytać, co naprawdę stoi za tą konstrukcją? Nie mnie jednak stawiać takie pytania. Wiem tylko, że jeśli chodzi o mecenat i wizje nie do końca są to cechy, z którymi kierownictwo GTM można kojarzyć. Kilka lat temu był w Polsce i w Gliwicach na moje zaproszenie Sławomir Górzyński, autor świetnie przyjętej powieści „Kompozytor”. Ma ona, zdaniem wielu, znamiona świetnego materiału na scenariusz filmowy i teatralny. Górzyński jest muzykiem, w Gliwicach mamy Teatr Muzyczny – reasumując powstał pomysł stworzenia musicalu. Rozmowa z ówczesnym kierownikiem muzycznym Teatru Tomaszem Biernackim bardzo konstruktywna. Paweł Mykietyn (przedstawiać nie trzeba – uznany w świecie geniusz muzyki współczesnej) proponuje jako kompozytora…. gliwiczanina Aleksandra Nowaka, zapowiadając, że będzie gwiazdą. Nowak się godzi. O planach realizacji pisze Wyborcza, dochodzi do mojego spotkania z dyrektorem Gabarą… Jak zwykle miło, serdecznie, z perspektywami na lata, bo repertuar, bo plany itp. Poczułem, że wracać już nie muszę. Pan dyrektor nie zwietrzył szansy, nie doznał olśnienia. A Aleksander Nowak dwa lata później zadebiutował ze swoją operą w Teatrze Wielkim. Szkoda, z pierwszą formą sceniczną mógłby w swoim rodzinnym mieście. Ta przydługa dygresja służy jedynie temu, aby zasugerować, że może już czas przestać ufać zmysłowi estetycznemu i dobremu smakowi kierownictwa GTM? Nawiasem mówiąc przypomniałem tu Tomasza Biernackiego. Temu bardzo utalentowanemu dyrygentowi, dla mnie murowanemu kandydatowi na kierownika artystycznego GTM, przetrącono karierę dlatego, że miał odwagę protestować przeciwko artystycznej degrengoladzie, czyniąc to bez przebierania w słowach, dopóki w sposób podły nie został nagrany, a życzliwi nie donieśli gdzie trzeba prawdę i nieprawdę. Nie wiem co się z nim dzieje. Mam wyrzuty sumienia – należało bronić go wtedy, gdy został całkowicie sam i odbywał się nad nim samosąd dyrekcji. Być może można coś tu jeszcze naprawić?

Wróćmy do Kwartetu, choć o dygresjach i sugestiach uprzedzałem na początku. Mało grywa w Gliwicach. Nic dziwnego, bowiem nie ma gdzie. Nie posiadamy tak naprawdę przestrzeni koncertowej jak chociażby zabrzańska Filharmonia. Cóż zatem robi Kwartet? Oczywiście okazyjnie zagrać musi w Bajce chociażby, ale głównie znamy go z festiwalu, którego jest gospodarzem i który odbywa się w… Katowicach. Jakoś mało wtedy jest promocji Gliwic, ale w końcu kwartet to śląski. Nie będę się tu długo rozpisywał. Po prostu coś tu mocno nie gra. Bardzo mocno. Te 500 tys. jak najbardziej powinny znaleźć się w puli stypendium. Innego jednak, dla młodych gliwiczan, wschodzących twórców, dla oddolnych, ciekawie rokujących inicjatyw. Żeby aktorzy, którzy pochodzą z Gliwic nie musieli dorabiać po knajpach podczas nauki, żeby ich związać z miastem. Jaki jest sens tak hojnego wspierania średniej klasy zespołu, który już mocno istniej na rynku, wpleciony w muzyczny biznes i który te pieniądze traktuje jak mannę z nieba?

Czy jestem zazdrosny? Oczywiście! Czy to prywata? Tak, bo spłacam wciąż długi z tytułu ostatniej produkcji teatralnej, mimo, że bez żadnych środków mój teatr zdobywa nagrody na festiwalach w Polsce i poza nią i pozwolił na artystyczny start wielu już zawodowym aktorom. Tak, zazdroszczę Kwartetowi takiej pomocy i chętnie bym o nią aplikował w czytelnej, otwartej dla wszystkich formule. Tego typu wsparcie, jeśli nie dotyczy geniuszy skali światowej, których miasto chce za wszelką cenę zatrzymać, nie może odbywać się arbitralnie zwłaszcza jeśli funkcję arbitra pełni w tym przypadku jedna osoba.

Na koniec zapytam cokolwiek złośliwie, bo przypomniało mi się to w związku z Biernackim. Ciągłe tarcia na styku orkiestra – dyrekcja GTM są znaną kwestią. podobnie jak znany jest fakt, że na taki czy inny występ trzeba było za wyższą niż muzycy GTM otrzymują gażę, zatrudniać muzyków (nota bene skrzypków!) z Zabrza. Może zatem w ramach dotacji warto zadbać o własną orkiestrę, żeby można było uniknąć konieczności takich naborów z zewnątrz? Ale cóż, artystyczna kondycja Gliwickiego Teatru Muzycznego od dawna opiera się przede wszystkim na siłach zaciężnych. Doceniam tu jak najbardziej artystów GTM! Jest ich po prostu za mało.

Jeśli coś nie zmieni się szybko, na próchniejących deskach Gliwickiego Teatru Muzycznego, za otrzymane stypendium Kwartet Śląski będzie mógł zagrać Requiem. Czyje? Głosuję za tym Verdiego…

Published in: on 04/04/2012 at 11:17 am  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2012/04/04/komu-przygrywa-kwartet-slaski-czyli-rowni-i-rowniejsi-w-gliwickiej-kulturze/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. OD AUTORA: Pierwszy odzew – Tomasz Biernacki jest obecnie (od 2011 roku) pierwszym dyrygentem Mazowieckiego Teatru Muzycznego w Warszawie. Przypuszczam, że nie narzeka, ale to kolejny dowód braku artystycznego pragmatyzmu dyrekcji GTM. Czy na takie decyzje personalne, na taką politykę stać Gliwice? Dlaczego nikt nie zadał sobie pytania, ile racji ma Biernacki? Potwierdzam – byłby wymarzonym artystycznym w GTM!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: