Czy będzie następcą prez. Frankiewicza?

Z tymi moimi prognozami, to różnie bywa. Często jednak sprawdzają się te, o których inni sądzą, że mówiąc najdelikatniej, z palca są wyssane. To dlatego, że zamiast wieszczyć ze znaków na ziemi i niebie, wolę zastanowić się nad kwestiami, które na pierwszy rzut oka niewiele łączy. I nagle pojawia się pewna całość. Czasem to twór w stylu Danikena i już przez to wart rozpropagowania jako para polityczna literatura rozrywkowa. Czasem jednak, wystarczająco często by wciąż próbować, ma to prawie charakter antycypacji. W tym miejscu na wszelki wypadek poproszę o jedno – nie przypisujcie mi Szanowni Czytelnicy, jakichś parapsychicznych więzi z urzędującym prezydentem miasta, gdyby okazało się, że strzał jest celny. Ewentualne spory i tak rozstrzygnie dopiero, już nie tak odległa przecież, przyszłość.

Pełniący od niedawna obowiązki zastępcy prezydenta miasta Krystian Tomala z całą pewnością jest postacią interesującą. Czasem pozory mogą mylić, ale obserwowałem go dość uważnie, kiedy wypowiadał się dla mediów, kiedy zabierał głos podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej. To trochę tak, jak z aktorem na castingu – on stara się schować za mentalną podwójną gardą (w końcu tego się uczył poznając tajniki zawodu), a reżyser musi się przedrzeć przez tę zasłonę i ocenić rzeczywistą przydatność delikwenta. Starałem się zatem wniknąć pod zaporową zasłonę spokojnego głosu i wyważonych słów i dostrzec człowieka, który co najmniej przez najbliższe lata będzie musiał radzić sobie z presją, zachowując przynajmniej pozory opanowania. Co dostrzegłem? Prawie monolit – Krystian Tomala jest człowiekiem odpornym i odnoszę wrażenie, że odpornością inną niż jego poprzedniczka, która wprawdzie na pierwszy rzut oka również opanowanie okazywała, ale płaciła za to ogromną cenę. Krystian Tomala poradzi sobie z obciążeniami w sensie mentalnym. Już samo to czyni go graczem. Nie poda się do dymisji pod wpływem frustracji, czy nagłego zniechęcenia, co więcej, zachowa twarz pokerzysty i nie pokusi się o błyskotliwe jego zdaniem a w rzeczywistości złośliwe riposty, które potem będą cytowane w mediach i wykorzystywane przeciwko niemu. Tak, w tym sensie również jest graczem. Pójdę jeszcze dalej stwierdzając, że swoim opanowaniem i zimną krwią przewyższa nawet swojego szefa, któremu zdarza się słowem, gestem lub mimiką okazać frustrację, zniecierpliwienie czy złość. To dobra cecha polityka, ale diabelnie niebezpieczna dla adwersarza. Spokojny, monotonny, sugestywny i przy tym wszystkim dość przyjemny głos Krystiana Tomali potrafi uśpić czujność przeciwnika i, być może przede wszystkim, zjednać przychylność niezdecydowanego, czy niemającego wyrobionej opinii słuchacza. W naturze najbardziej niebezpieczne osobniki potrafią ruchem i dźwiękiem dosłownie zahipnotyzować przeciwnika (nie chcę tu powiedzieć wprost „ofiarę”, aby nie stworzyć wrażenia, że w tym momencie przypisuję zastępcy prezydenta jakieś złe intencje).

Na niektórych forach pojawiły się informacje i linki do materiałów, które miały w zamyśle ukazać Krystiana Tomalę w negatywnym świetle. Chodziło tu rzecz jasna o jego pracę na stanowisku dyrektora Domu Współpracy Polsko – Niemieckiej. Za jego kadencji doszło tam do wielu nieprawidłowości – niektóre sprawy ciągną się po dziś dzień. Dyrektor Tomala podał się wówczas do dymisji. Cóż, można na to oczywiście patrzeć dwojako. Ja jednak optuję za typowym polityczno – urzędniczym instynktem zachowawczym. Najwyraźniej ta dymisja miała miejsce w odpowiedniej chwili i najwyraźniej sama osoba dyrektora nie była w sprawę uwikłana, bowiem trudno sądzić, że nie wyszłoby to w śledztwie. Takie doświadczenie z całą pewnością sprawnego menadżera i polityka sporo uczy. Z całą pewnością zatem Krystian Tomala nigdy więcej nie będzie na tyle nieostrożny, aby w jakiejkolwiek skali do podobnej sytuacji dopuścić. To ewidentna zaleta takiej „schodkowej” drogi kariery (przypomnijmy, że potem był MZUK). Czasu na pobieranie nauk z życia obecny zastępca prezydenta miasta miał dostatecznie wiele. Teraz zaś trafił do resortu, w którym swoją wiedzę będzie mógł zdyskontować nadspodziewanie łatwo. Dlaczego? To oczywiste. Jego wiele lat piastująca to stanowisko poprzedniczka okazała się wyjątkowo mało efektywna i tym eufemizmem skończę podsumowywanie tego, co zrobiła dla gliwickiej oświaty i kultury. Wydaje się, że w rozkopanym ogródku, który zostawiła, już samo staranne wyznaczenie grządek będzie wydarzeniem. Zważywszy zaś, że Krystiana Tomalę zdecydowanie stać na więcej, możemy spodziewać się spektakularnych, efektownych, a z całą pewnością efektywnych pociągnięć. Tu zdanie moje jest niezmienne – o takie zmiany aż się prosi i każdy, kto ich dokona już tylko przez to zasłuży na uznanie. Jakie to sprawy? Pewnie nikogo nie zaskoczę, powtarzam te opinie od dawna. Będą to np., że wymienię pierwsze z brzegu, odpowiednie pociągnięcia kadrowe w GTM, adekwatny do możliwości miasta system wsparcia i promocji utalentowanej młodzieży, działania wyrównujące szanse dzielnic odstających od najlepszych, umiejętne wykorzystanie infrastruktury kulturalnej dla kulturotwórczej aktywizacji społeczności miasta, być może przynajmniej plany zmierzające do powstania w Gliwicach galerii z przestrzenią wystawienniczą odpowiadającą współczesnym standardom. Można by tu wymieniać dłużej. Dość powiedzieć, że stworzenie funkcjonalnych programów i kilka prostych decyzji może przynieść miastu wielkie zmiany jakościowe. Co z tego wynika? Ano przede wszystkim stosunkowa łatwość kreacji Krystiana Tomali na wyjątkowo sprawnego menadżera i człowieka z wizją. oczywiście nie odbieram mu tych cech awansem i oby okazało się, że rzeczywiście je posiada.

Pora na zebranie tych luźnych spostrzeżeń we wnioski. Do kolejnych wyborów prezydenckich zostało około 3 lat. Wprawdzie w tej chwili bardzo trudno przewidzieć jak będzie się kształtowała sytuacja polityczna za 3 lata, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, ze w Gliwicach główni pretendenci do prezydenckiego fotela wyłonieni zostaną z PO i Koalicji dla Gliwic. Celowo nie napisałem, że jednym z kandydatów będzie Zygmunt Frankiewicz, bo bardzo możliwe, że on sam jeszcze tego nie wie. Podobno już ostatnio mocno zastanawiał się, czy wystartować. Można zatem przypuszczać, że będzie się zastanawiał również przed kolejnymi wyborami. Jeśli na przykład zechce kontynuować karierę polityczną na innym szczeblu, lub skoncentrować się na działalności biznesowej, z całą pewnością, co jest naturalne, będzie mu zależało na kontynuowaniu jego, było nie było, dwudziestoletniej wizji. Jego pozycja po własnej stronie sceny politycznej jest natomiast tak silna, że naturalną koleją rzeczy kandydatem zostanie osoba przez niego wskazana. Nie będę specjalnie oryginalny jeśli stwierdzę, że długo myślałem, iż może to być Marek Pszonak. Wciąż tego nie wykluczam, ale zdecydowanie twierdzę, że pojawił się kandydat kolejny. Powiem więcej, dla mnie zdecydowanie kandydat ze wskazaniem. Oczywiście mam na myśli dzisiejszego zastępcę prezydenta miasta Krystiana Tomalę.

Implikacje tego faktu? Jeśli się nie mylę, walka wyborcza zaczęła się już kilka tygodni temu, a jej pierwszą odsłonę mieliśmy (i mamy!) w związku z problemem szkolnictwa specjalnego w Gliwicach. Opozycja z całą pewnością powinna bić w tarabany. Po drugiej stronie politycznej szachownicy żadnych błędów nie będzie. Mimo pozornej porażki Koalicji w głosowaniu, punkty bonusowe zbiera właśnie Krystian Tomala. Dla postronnego obserwatora jego koncepcja jest skończenie spójna i bardzo dobrze podana, a tymczasem piłeczka jest po stronie większości, która projekt uchwały odrzuciła. Kolejna rudna będzie już stricte merytoryczna. Radni, którzy głosowali przeciw nie mogą czekać jedynie na kolejne propozycje prezydenckie. Sytuacja wygląda tak, że teraz za negacją musi pójść jakość. Do września jest wiele czasu i nawet gdyby nie dało się nic zrobić ad hoc i dzieci z obu szkół w nowym roku szkolnym znowu znalazłyby się w jednym budynku, znacznie łatwiej im i ich rodzicom będzie to zaakceptować, jeśli będą zaawansowane prace zmierzające do rozwiązania tego problemu. Ważne stwierdzenie na koniec. Opinia publiczna nie może pozwolić na twarde upolitycznienie tej sprawy. Obie strony muszą bowiem zgodnie pracować nad rozwiązaniem tej sytuacji. Rada Miejska musi włączyć się w to merytorycznie, czytaj koncepcyjnie, a prezydent miasta pogodzić się z porażką projektu poprzedniego i szukać rozwiązań alternatywnych. Będę do tego z pewnością wracał.

Published in: on 21/02/2012 at 10:12 am  Comments (1)  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2012/02/21/czy-bedzie-nastepca-prez-frankiewicza/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. Tak to para na miarę Putin – Miedwiediew. Wszystko na to wskazuje, że sobie szykuje zmiennika, aby nim pózniej manipulować. To nie jest trudne do przewidzenia. To już trwa od lat szkolnych, studiów, gdzie go ciągnie za uszy do dziś. Ach te powiązania ! Ta wspaniała demokracja. Tacy najczęściej mówią o uczciwości.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: