Śląsk innowacyjny – próba refleksji – cz. 1

Przepowiednia Tomasza Kality – „Nie” dla Doliny Krzemowej – Pierwsza teza Śląskiego Skoku – Nie bądźmy Burkina Faso – Śląski Kongres Futurologiczny w 2012

Inspiracją dla tego tekstu stało się połączenie dwóch zdawałoby się zupełnie odmiennych faktów. Najpierw bardzo banalnej, co postaram się udowodnić dalej, wypowiedzi rzecznika SLD Tomasza Kality o tym, że Gliwice mają szansę zostać drugą Doliną Krzemową, potem założenia przez Jana Kaźmierczaka na FB profilu Innowacyjny Śląsk, który z kolei uważam za cenną inicjatywę, przenoszącą a przynajmniej zapraszającą do przeniesienia dyskusji na temat przyszłości Śląska w szeroką przestrzeń dyskursu publicznego. Na marginesie przyznać tu trzeba, że poseł Kaźmierczak jest niezwykle konsekwentny i popularyzuje te zagadnienia, które przez całą ostatnią kadencję w Sejmie były dla niego priorytetem. To dobrze wróży tej dyskusji, a sam poseł staje się rzeczywistym partnerem dialogu. To tyle tytułem wstępu. Zaczynamy podróż w przyszłość…

Dolina Krzemowa, czyli Tomasz Kalita jako Kasandra.

         Zawsze z przymrużeniem oka traktowałem te wypowiedzi, które całą wizję przyszłego Śląska, czy jego części (np. Gliwic w przypadku wypowiedzi Kality), zamykały w tych dość efektownych i na pozór wyrażających pragnienia wszystkich, słowach. Powinniśmy o nich zapomnieć, ewentualnie nie traktować ich dosłownie, bowiem, co zaraz udowodnię, bynajmniej nie powinno nam zależeć na takim końcu, jaki czeka już wkrótce Dolinę Krzemową. Ta zaś bowiem, tuż po roku 2020, ma szansę stać się niczym innym, jak drugim Pasem Rdzy. Pas Rdzy zaś, to określenie kilku stanów w USA, w których znajduje się ogromne nagromadzenie przestarzałych i nieekonomicznych, ale wielkich i przez to szalenie kosztownych w likwidacji zakładów przemysłowych. Tu warto być może zauważyć, że Śląsk znajduje się właśnie w momencie, w którym stara się nie dopuścić do tego, aby stać się takim Polskim Pasem Rdzy. Zlikwidowano większość nierentownych zakładów, część z nich nawet zniknęła lub znika z powierzchni ziemi, czyniąc miejsce dla nowoczesnych rozwiązań. Faktem jest jednak, że najbliższe lata Śląska spokojnie można określić FAZĄ ODRDZEWIANIA (zajmę się tym w innym miejscu). Wróćmy do Doliny Krzemowej. To, co napisałem może się wielu wydać bzdurą. Jak to, powiedzą, symbol nowoczesności i dynamicznych zmian, jakim jest dla świata Dolina Krzemowa i Pas Rdzy? Otóż to. Współczesny kapitalizm, ba, nawet cała cywilizacja, zbliżają się bowiem i to nieubłaganie do punktu zwrotnego, jakim stanie się dla nich ZAŁAMANIE SIĘ PRAWA MOOREA. Nie wszyscy zapewne o takiej zasadzie słyszeli, choć od kilkudziesięciu lat stanowi ona coś w rodzaju zegara naszego postępu. O czym mówi? Otóż w swojej „wersji ludycznej” stwierdza, że całkowita moc obliczeniowa komputerów podwaja się co ok. 18 miesięcy. Tu warto dodać, że zmieniał się nieco zakres czasowy i przyjmowano np., że wynosi 12 a nawet 24 miesiące. Obojętnie jednak, którą z tych wartości przyjmiemy, nie zmieni to w sposób istotny konstatacji, że moc komputerów przestanie zwiększać się zgodnie z Prawem Moorea najprawdopodobniej między 2020 a 2030 rokiem. Dlaczego? Właśnie, tu wracamy do płytki krzemowej, a więc do prawdziwego złota Doliny Krzemowej. Rzecz cała sprowadza się bowiem do tego, że płytka krzemowa wielkości paznokcia zawiera w sobie setki milionów tranzystorów, które składają się na rzeczywiste serce współczesnej techniki – chip komputerowy. Stosując coraz mniejsze długości fal światła UV możemy wytrawiać coraz mniejsze tranzystory sprawiając, że na naszej płytce zmieści się ich coraz więcej. To właśnie ten proces, w dużym uproszczeniu, pozwala na zwiększenie mocy obliczeniowej komputerów. Najmniejszy tranzystor, jaki da się wytrawić będzie miał średnicę ok. 30 atomów. Pomijając kwestie trudności dalszej miniaturyzacji, przyjmuje się, że prawo Moorea załamie się ostatecznie w chwili, gdy tranzystor osiągnie wielkość pojedynczego atomu. Podsumowując, już wkrótce czeka nas Era Postkrzemowa, a nowe technologie (być może komputery kwantowe?) potrzebne są dosłownie na już. Co stanie się z Doliną Krzemową? Trudno w tej chwili rozstrzygnąć, a o tych kwestiach dyskutuje się już nawet na specjalnie w tym celu zwoływanych konferencjach. Z całą pewnością jednak nie marzy nam się, aby Gliwice (Śląsk) podzieliły los Doliny Krzemowej. Krzem wprawdzie nie rdzewieje, ale słaba to pociecha…

Pierwsza Teza Śląskiego Skoku, czyli uciec przed Burkina Faso

         Jeśli co niecierpliwsi Czytelnicy zastanawiają się, po co była mi ta paranaukowa dygresja, śpieszę z odpowiedzią. Chciałbym otóż przy jej okazji sformułować Pierwszą Tezę Śląskiego Skoku. Proponuję następujące jej brzmienie:

Istotą wszelkich wielkich przemian na Śląsku musi być antycypacja naukowych i technologicznych potrzeb Europy (a w konsekwencji i świata).

         Poważniej mówiąc, stwierdzenie, że Gliwice mogą być drugą Doliną Krzemową, stawiane może być jedynie w kontekście pewnej jakości i dynamiki zmian, a nie ich treści. Gdybyśmy bowiem rzeczywiście popełnili na Śląsku błąd nie do naprawienia i koncentrowali się jak na wyzwaniu przyszłości na czymś, co w najbardziej rozwiniętych gospodarkach jest już oczywistością, łatwo może się okazać, że po wydaniu gigantycznych środków i wykorzystaniu ogromnego nakładu ludzkiej energii dojdziemy do etapu, który nie tylko przestanie być już najnowszym osiągnięciem cywilizacyjnym, ale wręcz będzie powoli żegnany przez gepardy nowoczesności, czyli kraje z gospodarką opartą na wiedzy. Przedstawię to bardziej obrazowo.  Stwórzmy sobie model, w którym skoncentrujemy się np. na Burkina Faso. Wyobraźmy sobie, że w tym zachodnioafrykańskim kraju niezwykle istotną rolę w przemianach gospodarczych i społecznych odegrałby rozwój telefonii komórkowej. To oczywiste, natychmiastowa komunikacja z dowolnym miejscem w kraju ułatwia sprawowanie władzy, udzielanie pomocy, reagowanie na potrzebę chwili. Nie wiem zupełnie jak wygląda tam sytuacja teraz, ale z całą pewnością nasycenie masztami z antenami takiego czy innego operatora jest bardzo małe i nie obejmuje całego kraju. Wyobraźmy sobie dalej, że rząd Burkina Faso, doceniając konieczność usprawnienia łączności, decyduje się lwią część swojego małego budżetu przeznaczyć na ten cel. Przybywa masztów i za kilka lat polując na hipopotama na jednej z małych rzek można będzie porozmawiać ze swoim przedstawicielem handlowym w stolicy kraju. Będzie dużo lepiej niż było. Ogromnym wysiłkiem kraj osiągnie etap, który był mu niezbędny i mimo, że wydano tak wiele, że przez pewien czas nic poważnego nie będzie można przedsięwziąć, dzięki tej inwestycji środki na przyszłość będą rosły w o wiele szybszym tempie. To przykład inwestycji koniecznej i żaden kraj, który marzy o wzroście gospodarczym nie może pominąć problemu łączności, podobnie zresztą jak transportu i wielu innych. Idźmy jednak dalej. Rząd Burkina Faso idzie dalej i zastanawia się, skoro tak dobrze poszło, dlaczego nie zainwestować w najnowsze technologie telefonii komórkowej, produkcję najnowocześniejszych aparatów telefonicznych itp. Decyzje zostają podjęte. Większość środków zostaje przeznaczona na ten cel. Stawia się odpowiednie fabryki, pozyskuje się technologie, ściąga fachowców. Środków nie wystarcza – zaciąga się zatem kredyty, pozyskuje wspólników. W końcu powstają fabryki marzeń a najnowsze modele telefonów, które wkrótce mają być produkowane są istnym cudem techniki. Wydaje się, że przyszedł wreszcie czas na odcięcie kuponów od wieloletniej pracy i olbrzymich nakładów. Telefony made in Burkina Faso podbiją wkrótce świat… Tu kończy się jednak bajka. Burkina Faso nie wejdzie na rynki. Powodem nie będzie nawet dyskryminacja, czy nieuczciwa konkurencja. Powodem będzie prosty fakt, że same rynki znikną. Świat odejdzie od telefonów komórkowych a całą łączność zastąpi Internet dostępny bezpośrednio na siatkówce oka, hologramy i być może inne efektywniejsze metody. Nawiasem mówiąc, pokolenie autora tych słów, z całą pewnością ich doczeka.

         Może się wydać naiwny ten model, ale jak to model, służyć ma do uchwycenia istoty problemu, a tym jest takie wybranie kierunków rozwoju, żeby ANTYCYPOWAŁY ONE PRZYSZŁOŚĆ. Błędy modelowej Burkina Faso wydają się nie do popełnienia? Na pewno? A mało znamy przykładów chybionych inwestycji? Tak, na Śląsku również – zainteresowanych odsyłam po informacje np. na temat Węzła Jeleń w Jaworznie, pociągów Elf, które miały usprawnić regionalny transport kolejowy itp. Rzecz w tym, że to, co czeka Śląsk, jeśli chce w sposób rzeczywisty dotrzymać kroku zmianom, wymaga podobnych inwestycji na gigantyczną, niewyobrażalną wręcz skalę. Tu nie będzie miejsca na błędy. Będą we współczesnej rzeczywistości nie do naprawienia.

         Spróbujmy sformułować wnioski, które nasuwają się same. Śląskowi potrzeba przede wszystkim wizji. Całościowej, a rozumiem przez to taką, która nie ogranicza się do jednego lub kilku aspektów, ale rozpatruje wszelkie możliwe związki i implikacje możliwych zmian w maksymalnie długiej perspektywie czasowej i w ich relacji do takich kwestii jak światowy postęp techniczny, potencjalne zagrożenie klimatyczne i wiele, wiele innych. Tu chodzi o coś znacznie więcej niż tylko obliczone na kilkanaście nawet lat do przodu „strategie dla Śląska” itp. dokumenty, które owszem, prezentują jakąś liniową w czasie koncepcję rozwoju, ale przywiązują małą wagę – nie prognozując ich prawie zupełnie – do dynamiki i charakteru zmian cywilizacyjnych. Samo to stawia nas, niestety, w kiepskiej pozycji w wyścigu po sukces.

         Mam nadzieję, że kończący tę część moich refleksji wniosek nie zostanie przyjęty jedynie z uśmiechem pobłażania. Stawiam go bowiem całkowicie poważnie, uśmiechając się przy okazji w myślach do Stanisława Lema. Jeśli się odbędzie, proszę pamiętać, że to ja jestem autorem koncepcji… ŚLĄSKIEGO KONGRESU FUTUROLOGICZNEGO. Koniec żartów jednak. Marzy mi się taka inicjatywa. Ponad wszelkimi podziałami politycznymi, całkowicie interdyscyplinarna, nawet z miejscem na fantazję (bo ta, jak nigdy dotąd w historii, ma właściwość błyskawicznego sprawdzania się). Fizycy, ekonomiści, demografowie, logistycy, specjaliści od transportu, leśnictwa, rolnictwa, socjologowie i wszyscy inni mogliby roztoczyć swoje wizje i przedyskutować je. Warunek byłby jeden – analizowaliby zagrożenia, szanse i stawialiby prognozy oraz proponowali recepty dla Śląska. Ustalono by pewną spójną roboczą wizję, dyskutowano nad nią i opracowano by prawdziwą, rzetelną strategię dla Śląska. Tę najogólniejszą – wytyczającą kierunki zmian współczesnego świata i określającą rzeczywiste, odniesione do nich priorytety dla naszego regionu. Brakuje nam tego bardzo, a gremia naukowe na całym świecie zbierają się w podobnym celu coraz częściej. Jeśli chcemy być częścią świata przyszłości taki kongres z taką dyskusją powinien się odbyć właśnie teraz. Rok 2012 przez wielu jest wskazywany, jako data końca świata. A ja chciałbym, żeby był początkiem. Zatem…

Pierwszy Śląski Kongres Futurologiczny – Gliwice 2012. Co Państwo na to?

Cdn.

Published in: on 25/08/2011 at 3:26 pm  Comments (2)  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/08/25/slask-innowacyjny-%e2%80%93-proba-refleksji-%e2%80%93-cz-1/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzyDodaj komentarz

  1. Długofalowa strategia dla Śląska, tak , to jest pomysł, plan o którym sam myślę od lat. Ja nie odważyłbym się na myślenie globalne, obejmujące cały region, mnie bardziej boli co dzieję si w moim Bytomiu. Ale nawet z tej perspektywy widać dokładnie, że bez wizji będziemy czarną dziurą na mapie Polski. Władze Bytomia co prawda ukuły hasło ” energia kultury ” , ale żeby wypełnić je treścią zabrakło zapału, pomysłów. Dzisiaj widać przez pryzmat tego co stało się w Karbiu, że bez strategii mówiącej o tym czym ma być Śląsk, czym mają być śląskie miasta, trudno jest mówić o sukcesie. Rozbudowa stadionu w Chorzowie, czy też budowa nowego dworca kolejowego w Katowicach tego faktu nie przykryją.

  2. Panie Adrianie, globalne myślenie będzie niezbędne, skoro „globalizujemy się” namiętnie już tak długo. Oczywiście zupełnie inną perspektywę trzeba przyjąć analizując przyszłość Bytomia, Gliwic, czy jakiegokolwiek innego miasta, a inną rozpatrując Śląsk całościowo. Nieuwzględnienie możliwości tego regionu i nierozpoznanie miejsca, w którym kiedyś powinien się on lokować w przestrzeni Europy, byłoby po prostu dużym błędem i brakiem pragmatyzmu. Zgadzam się z Panem w tym, że oderwane i niewpisujące się w żadną wizję szarpnięcia niczego tu nie zmienią. Musimy już teraz patrzeć w przyszłość, analizować i DECYDOWAĆ. Futurologia w tym kontekście to nie astrologia. A pomysł ze Śląskim Kongresem Futurologicznym wcale nie jest absurdalny.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: