Chodzi mi o państwo nowoczesne! – rozmowa z Januszem Palikotem

Janusz Palikot to z pewnością jedna z najbarwniejszych postaci polskiej polityki początku tej dekady. Do bardzo przewidywalnej politycznej debaty wprowadził całkowicie nowe na naszej scenie elementy pozostające w stylistyce happeningu a nawet performance. Wydaje się, że najbliższe wybory parlamentarne będą dla niego i stworzonego z jego inicjatywy Ruchu Poparcia Palikota pierwszym naprawdę poważnym sprawdzianem tego, na ile i jak pozytywnie głoszone przez niego poglądy zaistniały w świadomości Polaków. Czy RPP przekroczy próg wyborczy? Wielu twierdzi, że na pewno i to nawet znacznie. Odpowiedź na to pytanie poznamy już niedługo, a dziś pytamy Janusza Palikota o wiele innych kwestii.

Dariusz Jezierski: Janusz Palikot, to wciąż jeszcze w świadomości Polaków przede wszystkim ponadprzeciętnie skuteczny biznesmen. Wszyscy wiedzą, że Pana biznesowe przedsięwzięcia w branży alkoholowej były bardzo spektakularne i przyniosły adekwatne zyski. Niewielu jednak wie, że był Pan jednym z założycieli i współwłaścicieli znakomitego skądinąd wydawnictwa Słowo – Obraz – Terytoria. Złośliwi twierdzą, że polityka jest dla Pana tylko kolejnym biznesem i wycofa się Pan z niej po tym jak przestanie przynosić zyski. Skomentuje Pan to?

Janusz Palikot: Tak, najkrócej jak można – to bzdura!

DJ: A ja jednak rozwinę pytanie. A dlaczego mamy uwierzyć, że jest inaczej?

JP: Skoro jednak mnie pan skłania… Proszę zauważyć, że ja do polityki wchodzę zupełnie inaczej niż wielu innych wchodzących i zasiedziałych. Ja do niej dokładam i to wcale niemało. W zorganizowanie i postawienie na nogi RPP włożyłem już coś ok. 4 mln. Z własnych środków. Wielu marzyłoby raczej o tym, żeby taką sumę z polityki wyciągnąć. Zarobiłem już odpowiednio dużo, aby chęć zysku w ogóle nie pojawiała się w jakiejkolwiek formie mojej publicznej działalności.

DJ: Nie znudzi się Panu bycie politykiem, skoro spektakularne efekty wcale nie są zagwarantowane, a przedsięwzięcie, z tego co Pan mówi, jest dość kosztowne?

JP: Cóż, proszę zauważyć, że nie decydowałem się na wejście do polskiej polityki po to, aby było lekko i sympatycznie jedynie. Kiedy opuszczałem PO, ta partia była u szczytu powodzenia i dominował raczej trend odwrotny – koniunkturalizm sprawia, że wszyscy ciągną do obozu, który jest przy władzy, a rokowania ma wcale interesujące.

DJ: Co zatem o tym rozwodzie zadecydowało?

JP: Stwierdziłem, że polityka PO nie odpowiada niestety moim oczekiwaniom i mojemu pojęciu społecznej misji.

DJ: Dlaczego?

JP: Nie zmierza do zbudowania państwa nowoczesnego i odpowiadającego na wyzwania współczesności. Co więcej, raczej nas od tego państwa oddala. W moim programie chodzi mi przede wszystkim o państwo nowoczesne!

DJ: Czyli jakie?

JP: Obywatelskie, świeckie, przyjazne i społeczne. To najkrócej, a ktokolwiek zechce sięgnąć do rozwinięcia tych haseł w programie RPP, dostępnym chociażby na stronie Ruchu, przekona się, że stoją za nimi konkrety i z całą pewnością są to rozwiązania idące bardzo daleko i mogące zmodernizować państwo polskie szybko i skutecznie.

DJ: Co zatem uważa Pan za podstawową wadę państwa i polityków, którzy są u władzy?

JP: Raczej liczba mnoga będzie tu potrzebna. Podstawowym mankamentem kondycji Polski jest gigantyczne marnotrawstwo możliwości ludzkich, czasu i środków. Czas stabilnej sytuacji politycznej, pokoju w Europie, a przynajmniej w naszej jej części. A my co? Zamiast wykonać wreszcie jakiś rzeczywisty skok do nowoczesności i naprawdę zbliżyć się do europejskich standardów, w wielu kluczowych dziedzinach nawet nie pełzniemy do przodu, ba, nawet nie stoimy w miejscu, tylko się cofamy.

DJ: Poda Pan jakiś przykład?

JP: Edukacja! To jest to, co dotkliwie się na nas odbije i będzie negatywnie wpływać na polskie realia przez długie lata. Nie potrafimy, jak choćby Finowie czy Francuzi, stworzyć funkcjonalnego systemu edukacji, a wszelkie tzw. reformy oświatowe przypominają raczej błądzenie po omacku, kończąc się kompletnym bałaganem w programach nauczania i w organizacji oświaty. Sprawa kolejna to problem bezrobocia. Istniejący model sprawia, że możemy raczej mówić o administrowaniu bezrobociem niż o przeciwdziałaniu mu. Urzędy pracy administrują zatem, kierują, wykonują mnóstwo potrzebnej i mniej potrzebnej pracy, a efektów próżno wypatrywać. Polityka zagraniczna, to kolejny temat. Można by go oczywiście rozwinąć, ale tu wspomnę tylko, że nasze sojusze polityczne nie mogą się kończyć trumnami polskich żołnierzy wracającymi z Iraku, czy z Afganistanu. Nasza armia powinna zakończyć te misje. I o jeszcze jednej kwestii chciałbym tu wspomnieć. Chodzi mi o status religii w Polsce. Opowiadamy się za jednoznacznym i zdecydowanym rozdziałem państwa i Kościoła, a więc za państwem świeckim, ze wszystkimi tego implikacjami.

DJ: Jak rozumiem, na wszystkie bolączki RPP ma rozwiązania?

JP: Proszę mnie dobrze zrozumieć, jakkolwiek wiele proponowanych rozwiązań w polskich realiach wygląda na prawie rewolucyjne, nam nie chodzi bynajmniej o rewolucję. Chcemy raczej odpowiednimi posunięciami, zmianami legislacyjnymi i inicjatywami prospołecznymi sprowokować pewien typ społecznych zachowań. Biorąc np. pełną odpowiedzialność za stworzenie miejsc pracy, oczekujemy współodpowiedzialności obywatelskiej. To zaś będzie możliwe tylko po przełamaniu wciąż pogłębiającej się przepaści na linii my – naród i oni – politycy. Przepaść tę zasypać może tylko jedno – wiara, że moje, czy kogokolwiek innego działania mają sens, że nasza tzw. scena polityczna z marnym, rozgrywającym się na niej od wielu lat teatrzykiem, z rolami rozpisanymi między wciąż te same cztery największe partie, między tych samych, przewidywalnych i do bólu nudnych polityków, nie będzie dłużej oddzielona od rzeczywistości betonową ścianą nie do przejścia dla obywatelskich inicjatyw, hermetyczna i coraz bardziej obca.

DJ: Wszystko to pięknie brzmi, ale czy i jak jest realizowane w praktyce?

JP: Jakiś czas dosłownie zwiedzam Polskę, od początku roku odbyłem ponad 300 spotkań. Robię to tylko po to, żeby ludzie poczuli i naocznie się przekonali, że w moich, czasem dość niestandardowych formach manifestowania poglądów, kryje się głębsza społeczna myśl, a nie służą one tylko zrobieniu wrażenia. Tak na marginesie, ta sytuacja ma dużą zaletę. Ludzie gotowi są przyjść z czystej ciekawości. Na tych spotkaniach nie jestem bynajmniej jedynie nadawcą treści, ale również wrażliwym na głosy obywateli odbiorcą. Niechęć do czterech największych partii, czasem nie tylko niewyartykułowana, ale wręcz nieuświadomiona jest czymś, co paraliżuje obywatelską aktywność. To z tej niechęci biorą się katastrofalnie niskie frekwencje wyborcze, to z niej wreszcie w dalszej perspektywie można wywieść nieodpowiedzialność i bezkarność władzy. To trzeba zmienić i znaleźliśmy na to sposób. Na naszych listach w 41 okręgach wyborczych nie ma ludzi funkcjonujących w polityce od zawsze. Kładziemy nacisk na ideowość, na utożsamienie się z programem Ruchu, a więc z interesem państwa. Nasi kandydaci to nie zbieranina zblazowanych i bezbarwnych partyjnych prominentów, często przychodzących z zewnątrz z partyjnego nadania, ale ludzie znani w swoich środowiskach, którzy już osiągnęli wiele, a ich potencjał i chęć aktywnego współtworzenia rzeczywistoś­ci gwarantują, że tego dobrego mogą zrobić jeszcze więcej.

DJ: Jak to rozumieć? W RPP i na jego listach znajdą się tylko „nowi”?

JP: Nie aż tak restrykcyjnie. Naszą ofertą programową chcemy przyciągnąć również tych, którzy zawiedli się polityką swoich formacji a są zdecydowani coś dla tego kraju zrobić. Negocjować będziemy zawsze także z mniejszymi partiami i organizacjami, z którymi nam politycznie po drodze.

DJ: Na przykład?

JP: Mam na myśli np. Zielonych 2004. Nie będę ukrywał, że negocjowaliśmy i że skierowaliśmy do nich bardzo dobrą propozycję. O rezultatach oczywiście teraz nie będę mówił. Czas pokaże, czy Zieloni zdecydują się na koalicję wyborczą z SLD, czy z nami, bo mają propozycje z różnych komitetów wyborczych. Nie bez znaczenia jest, że na naszych listach wśród „jedynek” jest sporo kobiet. To dla tego ugrupowania sprawa istotna, a SLD jedynie bardzo chętnie mówi o ich równym traktowaniu. Efekt? W 41 okręgach wyborczych raptem 4 kobiety z jedynką. Tym się różnimy – my działamy, oni jak zawsze mówią. Z Zielonymi łączy nas również sprawa podstawowa – chodzi nam o zrównoważony rozwój. Poza tym w koalicji z SLD Zieloni ryzykują tym, że nawet w przypadku sukcesu tej koalicji w wyborach, po prostu nie wejdą do Sejmu.

DJ: Skoncentrujmy się na kwestiach związanych ze Śląskiem. Sprawa podstawowa – autonomia…

JP: Śląsk zdecydowanie zasługuje na pewną autonomię. Nie mówmy może w tej chwili o kwestiach administracji, czy finansów, ale jeśli chodzi o język i kulturę, to na pewno. Należy o tym rozmawiać w sposób rozsądny i otwarty. Muszę tu poruszyć temat skandalicznych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. To sytuacja niedopuszczalna i doprawdy świadczy o wadach państwa fakt, że prokuratura nie zareagowała na takie szowinistyczne, wręcz zachęcające do niewłaściwych zachowań słowa. Ja powiem tu mocno i zdecydowanie. Za takie wypowiedzi na temat Śląska PiS powinien zostać zdelegalizowany.

DJ: Przy okazji zapytam pana o Kazimierza Kutza, który wielokrotnie z sympatią wypowiadał się na Pana temat. Będzie kandydował z list RAŚ. Co pan o tym sądzi?

JP: Kazimierzowi Kutzowi w sposób naturalny bliżej jest do Śląska i zdecydował się wesprzeć RAŚ. RPP jest zdecydowanie za zlikwidowaniem Senatu, ale powiem krótko: jeśli już Senat ma istnieć, to lepszy będzie z Kutzem, niż bez Kutza.

DJ: A czemu Pan tak bardzo nie chce Senatu?

JP: Panie redaktorze, każdą poprawkę Senatu Sejm może odrzucić zwykłą większością głosów. Jaki więc ma sens ten ping-pong między Sejmem i Senatem, który w skrajnych przypadkach może tylko ogromnie wydłużyć procedury legislacyjne? Jeśli Senat miałby istnieć, to niezbędne byłyby istotne zmiany ustrojowe. W swojej obecnej formie jest niepotrzebny.

DJ: Kolejna bardzo istotna kwestia – Górnośląski Związek Metropolitalny. Co Pan o nim sądzi?

JP: Zdecydowanie popieram łączenie się jednostek administracyjnych w większe. Śląsk jest do tego miejscem wręcz stworzonym. Tylko że za zielonym światłem dla GZM i innych podobnych inicjatyw muszą pójść odpowiednie pociągnięcia Rządu, zmiany przepisów, przede wszystkim finansowych. Inaczej nie ma to najmniejszego sensu. Sama idea jest jednak na tyle cenna, że naprawdę warto w bliskiej przyszłości niezbędne zmiany przeprowadzić.

DJ: Panie Januszu, spuśćmy trochę powietrza z balonika. Odwiedzał pan Śląsk. Jak się tu Panu podoba?

JP: Odpowiem bez kokieterii. Nie znałem Śląska i jestem nim szczerze zadziwiony i zachwycony. Cudowna architektura i wspaniała przyroda, z którą niekoniecznie się ten region kojarzy. Odwiedziłem między innymi Nikiszowiec i było to dla mnie prawdziwym przeżyciem. Nie zdawałem sobie sprawy, że to jest tak piękne. Drugą kwestią są ludzie – życzliwi, otwarci i lojalni. Porównałbym siłę ich charakteru do naszych Górali. Przy wszystkich różnicach, ten sam hart ducha, to samo przywiązanie do swojej ziemi i tradycji. Zapewniam, że na Śląsk będę wracał.

Published in: on 02/08/2011 at 9:07 pm  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/08/02/chodzi-mi-o-panstwo-nowoczesne-rozmowa-z-januszem-palikotem/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: