Św. Mikołaj Napieralski, czyli prezent dla Kality.

Od początku nie przekonywał mnie Grzegorz Napieralski. Cóż poradzić, chyba podświadomie działały na mnie SLD-owskie przepychanki i co jakiś czas wyraźnie ujawniająca się ostra walka o władzę, czytaj o polityczny byt, bowiem tradycyjnie już dla tej formacji, przegrany traci wszystko. Napieralski nie ma lekko. Jak powiedziała mi w rozmowie jedna z osób dobrze te realia znająca, do dania ma mało, a czekających na obdarowanie jest wielu. Realia zatem iście mordercze.

Napieralski to nie Święty Mikołaj, a czekający na to, co wyciągnie z wyborczego wora, bynajmniej nie należą do pokornej dziatwy, która zadowoli się tym, co dostała, choć jej listy do świętego mówiły o czymś innym. W zasadzie, gdyby nie ostatnie wypadki na naszym lokalnym rynku politycznym, miałbym w głębokim poważaniu całą sytuację i nawet z cokolwiek złośliwą satysfakcją obserwowałbym jak Dobrotliwy Grzegorz gmera w worze, miesza i co rusz wyciąga jakąś atrakcyjniejszą posadkę, do której wyciągają się czerwone, czerwonawe i różowe rączęta. Tyle, że wygląda na to, iż Gliwice jak nic stają się ofiarą senioralnych zapędów Grzegorza N. Tomasz Kalita pojawił się na naszym rynku z jedynką na liście wyborczej. Wasal podręcznikowy, karny wykonawca wszelkich, także tych specjalnych poruczeń, paladyn zasługujący na nagrodę i na tyle cenny, że tę nagrodę otrzymać musi. Takich politycznych „rolandów” Napieralski ma jednak dużo więcej. Czekają i w każdej chwili mogą przejść do przeciwnego obozu w łonie bynajmniej niebędącej monolitem SLD. Do dania jednak, jak stwierdziłem, diablo mało. Zdecydowanie za mało! Takie kąski jak Gliwice nie mogą zatem przesmyknąć się między palcami. W stosunku do takich kąsków trzeba już mieć określoną politykę. Jak zatem jawi się polityka Napieralskiego w stosunku do Gliwic w kontekście Kality? To oczywiste. Mamy tu kilka sygnałów. Przede wszystkim sojusznicy polityczni SLD nie mogą liczyć na stałość jego politycznych uczuć i temperaturę constans bilateralnych stosunków. Doświadczają tego chyba dość boleśnie Małgorzata Tkacz – Janik i Zieloni 2004. Wierzę mocno, że Tkacz – Janik poradzi sobie, gdyż byłaby ogromną szkodą jej dłuższa absencja w polityce polskiej właśnie w chwili, kiedy perspektywa wyrazistego zaistnienia rysuje się wcale poważnie. Przy okazji jednak, analizując listy SLD, widzimy jak daleko odbiegają one od wielu niedawnych jeszcze haseł, parytetów, zielonych orientacji itd., itp. Nie dziwi mnie to.

Sygnał kolejny. Gliwicka lewica nie ma jakości. Dosłownie i żadnej. Wacław Martyniuk odbił niedawno od trefnego molo, inna sprawa, że pomagano mu w tym intensywnie bosakami. Marek Widuch jest klasycznym śpiochem czekającym jak polityczna forma przetrwalnikowa w ciepłym cielsku gliwickiej Rady Miejskiej na kolejne wybory prezydenckie. I chyba dobrze, bo to jedno z moich większych rozczarowań. Nie może wiele, na pewno nie ma charyzmy i z całą pewnością ta RM to szczyt jego politycznych możliwości. Oczywiście w łonie SLD bynajmniej nie przekreśla to jego kariery. Grzegorz N albo któryś z kolejnych sterników w pewnym momencie takiej właśnie dość nieostrej łatki na jakąś dziurę mogą potrzebować.

Sygnał trzeci jednak – obsadzając mandacik Napieralski ma co najwyżej w nosie, bo może być gorzej, interesy takiego czy innego okręgu wyborczego. Gliwice? To nawet nie Sosnowiec! Dostaliśmy zatem Kalitę z nadania (piszę my, bo SLD czy ktokolwiek inny – wszyscyśmy gliwiczanie), niepytani, potraktowani z góry i z buta. Co na to rodzime struktury? Ano, co? Nic! Dyscyplina partyjna, panie! Marek Widuch i jego przyboczni poprą, pośpieszą z gestami przyjaźni i będą dalej budować siłę formacji w terenie. A wyborcy? Właśnie. Tu chciałbym przeżyć zaskoczenie. I może się uda. Bo dla mnie sytuacja jest jasna, lewicowy elektorat gliwicki powinien, mówiąc politycznie, zbojkotować Kalitę, a wyrażając się dosadnie, olać gościa. Elektorat lewicowy powinien sobie odpowiedzieć na dwa pytania. Pierwsze: jakim pojęciem wspólnoty chce się w kontekście wyborów i kwestii reprezentacji w parlamencie posłużyć – wspólnota to grupa określona partyjną przynależnością, czy też – wspólnota to grupa gliwiczan, którzy muszą wykorzystać szansę na rzetelne i merytoryczne reprezentowanie swoich interesów w sejmie i w senacie. Dla mnie odpowiedź jest oczywista. To gliwickie interesy powinny być dla nas nadrzędną sprawą! Parlament nie powinien być strefą walki o polityczne wpływy a przestrzenią organicznej pracy dla ponadpartyjnego dobra. Klucz Napieralskiego dowodzi, że liczy się tylko jego, skądinąd rozdęte, ego. Co zrobi lewicowy elektorat gliwicki? Może zagłosować w dowolny sposób, np. na osoby wydymane przez Grzegorza N, a warte naszego zainteresowania.

Kalita dostał miano spadochroniarza. Głupie miano. Dla mnie spadochroniarz to człowiek mający na danym terenie trudne, wykraczające poza umiejętności zwykłego człowieka zadania. Kompetentny, znakomicie wyszkolony itd. Kalita ma jedno zadanie – wejść do sejmu. Teren, na którym startuje zapewne poznaje teraz z przygotowanych, być może przez Marka Widucha, danych i opracowań. Dla mnie jest co najwyżej zrzutem. Z punktu widzenia interesów mojego miasta z całą pewnością okaże się odrzutem. A Gliwice, jako miejsce składowania politycznego guano są dla mnie nie do przyjęcia. Lewicowych, prawicowych, wszelakich politycznych maści, ale mądrych gliwiczan, proszę o rozsądne wybory. Uczmy się na własnych błędach. Wreszcie się uczmy!

Na marginesie, wczoraj złotouście rezonującemu Grzegorzowi Napieralskiemu oberwało się niezgorzej. Bo, jak zawsze korzystając z okazji, napiętnować zdążył zarówno perspektywę niemerytorycznej kampanii, bo będą bilbordy, jak i nieumiejętność PO przygotowania projektu ustawy, bo przecież już teraz Trybunał Konstytucyjny uznaje ją za niezgodną z ustawą zasadniczą. Dostał dwa sierpy. Z prawej i z lewej. Najpierw Mariusz Kamiński z uśmiechem stwierdził, że takie wypowiedzi wyglądają cokolwiek dziwnie ze strony kogoś, kto właśnie pół Polski obwiesił bilbordami. Potem zazwyczaj dość oględny Waldemar Pawlak, prawie krztusząc się z rozbawienia własną krotochwilą, powiedział, że najwyraźniej pan Napieralski walił się we własną pierś aż jęczało, bo przecież sam głosował za takim rozwiązaniem.

Oj skrewił Grześ, skrewił. I coś mi się widzi, że nie po raz ostatni!

Published in: on 21/07/2011 at 3:19 pm  Comments (6)  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/07/21/sw-mikolaj-napieralski-czyli-prezent-dla-kality/trackback/

RSS feed for comments on this post.

6 komentarzyDodaj komentarz

  1. Myślę, że może być różnie i że Kalita będzie zaskoczony. W Gliwicach Widuch wygra z nim zdecydowanie, a to będzie policzek od wyborców dla Napieralskiego. Czas spadachroniarzy już dawno się skończył i mieszkańcy o tym przypomną Kalicie w trakcie głosowania.

  2. Marek Widuch jest klasycznym śpiochem czekającym jak polityczna forma przetrwalnikowa w ciepłym cielsku gliwickiej Rady Miejskiej na kolejne wybory prezydenckie.

    mocno ale prawdziwie

  3. A ja chciałbym przypomnieć szanownemu autorowi ,że okręg gliwicki jest jedynie z nazwy, a nie z siły głosów lewicy. Okręg o którym pisze autor , nasz gliwicki , obejmuje Bytom ( ostatnie wybory samorządowe ponad 16 %), Zabrze, w procentach poparcie jeszcze lepsze niż w Bytomiu. Na tym tle Gliwice wypadają tak sobie, jeśli ten wpis traktować wewnętrznych walk w łonie gliwickiego SLD, to ok. Ale jeśli to ma być szersza ocena polityki w okręgu to jest nie trafiona.

    Z poważaniem
    Adrian Król SLD Bytom

  4. Dziękuję Panie Adrianie za przypomnienie, choć zapewniam, że pamiętam o tym. Ale czy ta wypowiedź cokolwiek zmienia? Pan Kalita nie jest wszak bardziej zabrzaninem, czy bytomianinem. Zatem moja ocena „kampanii desantowej” p. Napieralskiego jest jak najbardziej zasadna, choć oczywiście subiektywna (mimo, że bardzo wiele osób ją podziela).
    z szacunkiem
    autor

  5. Zgoda , Tomek Kalita nie jest zabrzaninem , gliwiczaninem czy też bytomianinem. Choć z moim miastem łączy go z tego co wiem partnerka życiowa. A co do polityki tzw desantowej , ona jest wszędzie , żadna partia nie jest od niej wolna, Pani Kluzik w okręgu rybnickim, to taki przykład z brzegu.Każdy który wstępuje do jakiejkolwiek organizacji , przyjmuje jej zasady funkcjonowania, w SLD jest tak , że o kształcie list wyborczych, tym ostatecznym , decyduje Zarząd Krajowy oraz prezydium partii.Albo ma się argumenty żeby to zmienić albo nie , ale psioczenie nie zmieni wiele . Nie miałem przyjemności poznać Pana, ale ja sądzę poglądy lewicowe nie są Panu obce, w związku z tą tezą , mam nadzieję , że słuszną , proszę Pana o nie deprecjonowanie osoby Grzegorza Napieralskiego , Tomka Kality również, przynajmniej w tak oficjalnej formie. Taka postawa na zewnątrz nie służy formacji, ona ją pogrąża , może nie w sposób spektakularny ale zawsze. Jeśli coś zmieniać to od wewnątrz , jeśli naprawiać to w ramach wewnętrznej dyskusji , przewodniczący jest dzisiaj , jutro może być inny, ale formacja pozostaje na tzw rynku politycznym.

    Adrian Król
    http://www.adriankról.bytom.pl

  6. Polityka desantowa – wygląda na to, że to moje określenie, bo nigdzie się z nim nie spotkałem. Skądinąd funkcjonalne, więc chyba warte zachowania. Lewicowe poglądy w wielu aspektach są mi bliskie, a dyskredytować nikogo nie miałem zamiaru w żadnym razie. Wszystkie wymienione osoby, jako publiczne, tego rodzaju krytyce podlegają. A czy to forma oficjalna? Chyba nie, skoro na prywatnym blogu, a nie w mediach. A że ludzi interesuje i linkują? Cieszy mnie to, bo czasem warto skonfrontować zdania. „Na zewnątrz” również ta krytyka nie jest, bo ja sam po prostu nie jestem wewnątrz.
    Pozdrawiam bytomską SLD!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: