Kac po kacykożercy

Nie jestem filozofem, choć filozofię kocham. Z dużą ostrożnością odnoszę się do filozofów, bo nigdy nie wiadomo, do czego ich ta filozofia doprowadzić może. Bywa czasem, że z dobrotliwego, cokolwiek przynudzającego, ale wszak nieszkodliwego filozofa zrobi się nagle krwiożerczy, opętany pasją naprawiania wszystkich i wszystkiego, siejący postrach kacykożerca. Niewiele wiem o kacykach, a na powstającą właśnie „literaturę” na ten temat nie mam czasu. Już wkrótce jednak będę mógł powiedzieć znacznie więcej na temat kacykożerców. Metody namierzania przez nich nieszczęsnego kacyka i rozprawiania się z delikwentem nie należą do szczególnie eleganckich. Kacykożerca eksterminuje bowiem kacyka ze wszystkimi przyległościami i wszelkimi istotami, które mają nieszczęście skojarzyć się kacykożercy z jego ofiarą. Los samego kacyka byłby mi w zasadzie obojętny, ale dobrze podpowiadała mi intuicja, kiedy protestowałem przeciwko uzurpowaniu sobie przez kacykożercę prawa do miażdżenia, ośmieszania, i oczerniania innych, niekoniecznie ze sprawą związanych. Dostało się tym razem także mnie samemu i to w kontekście nie byle jakim, bowiem w piśmie procesowym kacykożercy. Zainteresowanych odsyłam tutaj.

https://darjez.wordpress.com/2011/06/29/tako-rzekl-kacykozerca/

Po lekturze zacytowanych insynuacji mam nadzieję wszyscy pojmą, skąd wziął się u mnie sam termin kacykożerca. Jako „pióro zastępcze” nigdy więcej i w żadnym kontekście nie użyję imienia i nazwiska kacykożercy, bowiem z człowiekiem o tym nazwisku zdarzało mi się twórczo rozmawiać i kontaktować w wielu sympatycznych okolicznościach. Nie chcę tego przekreślać, żal by mi było. Dlatego, jako „pióro zastępcze”, korzystam z okazji i grubą kreską oddzielam człowieka, którego znałem od niemiłego, aroganckiego, zadufanego w sobie i wymierzającego na oślep razy kacykożercy. Także nie człowiekowi, którego znałem, mam zamiar wytoczyć proces z powództwa cywilnego o naruszenie dóbr osobistych i zniesławienie stwierdzeniami, jakobym, wykonując swoją pracę, pozostawał na usługach dyrektora Muzeum w Gliwicach, który w dodatku opłaca moje usługi z publicznych pieniędzy. Aby zaś już w tym momencie łowców sensacji, oczekujących bajońskich sum trafiających na moje konto z kasy Muzeum rozczarować, rozliczenie owych sum zamieszczam tutaj:

https://darjez.wordpress.com/2011/06/29/publiczne-pieniadze-na-moim-koncie/

Jak widać, całe wpływy na moje konto, nawet gdyby rzeczywiście były moim zyskiem, a nie trafiały np. do profesora Zielińskiego, aktora, wykonawcy lalek, są prawdopodobnie niewiele wyższe niż miesięczne uposażenie kacykożercy na stanowisku pracy tak lekkomyślnie utraconym, a tak zajadle odzyskiwanym.

Na koniec tego krótkiego tekstu kilka uwag, których oszczędziłbym jeszcze człowiekowi, co do którego całkowitej przemiany w kacykożercę miałem wątpliwości, ale rzeczonemu monstrum oszczędzać nie mam zamiaru.

Filozofie, jak bardzo trzeba być pysznym i zadufanym w sobie, żeby przypisując swoim dokonaniom niemal ponadczasową wartość, odmawiać wartości dziełom, pracom, czynnościom, wszelkim dokonaniom innych osób i uczciwie przez nich zarobione, skądinąd bardzo małe pieniądze, uważać za zapłatę za jakiekolwiek zakulisowe i prawie nieetyczne usługi.

Mędrcze, jakżeż trzeba być zgorzkniałym i sfrustrowanym człowiekiem, żeby nie rozumieć, że istnieje przyjaźń, czasem pomimo wszystko, a ta nie pozwala publicznie szkalować i krzywdzić osób, które się nią darzy. Tu wyjaśnię, najmniej chodzi mi o dyrektora Krawczyka, który jaja ma i jak widać bronić się potrafi.

Dobry obywatelu, jak wypaczone trzeba mieć pojęcie wolności słowa i swobód obywatelskich, aby, korzystając z wszelkich możliwych mediów i udzielając dziesiątek wypowiedzi na prawo i lewo, zareagować niemal alergicznie na fakt udostępnienia miejsca w wolnej gazecie także adwersarzowi i pomawiać o bycie na usługach rzeczonego dziennikarza, który wywiad przeprowadzał. W dodatku zwracam uwagę, że dziennikarz nie „wychwalał” Krawczyka, a tylko zadawał mu pytania.

Były opozycjonisto, jakim trzeba być megalomanem, aby swoje aktualne „bohaterstwo” przyrównywać do tego z czasów walki z minionym ustrojem. Liczne odwołania i sugestie, jakoby wracał dawny sposób traktowania niewygodnych osób, jakoby sądy były na usługach aparatu władzy, jakoby odmawiano wolności słowa i za nią szykanowano, jakoby „wysyłano do psychuszki”. Co to jest? To dyskredytowanie rzeczywistych aktów bohaterstwa ludzi, którzy dramatycznie protestowali, płacąc za to zdrowiem, czasem życiem, narażając siebie i swoją rodzinę na niepojęte szykany i nie mając mediów, które pojawią się spod ziemi na każde zawołanie i wezwanie na prywatny show. Jak śmiesz, opozycjonisto, w ten sposób detonować znaczenia i sens tych aktów, zwłaszcza chwaląc się tak dużą wprawą w używaniu języka polskiego? Nie sabotuj według własnego widzimisię wszelkich znaczeń słów i pojęć, miłośniku języka polskiego i wychowawco młodzieży! Dodam tu jeszcze jedno, co mnie oburza. Ten żartobliwie-idiotyczny ton, który przyjmujesz, wielki gliwiczaninie, mówiąc o „psychuszce”, „wariatkowie” itp., mając na myśli miejsce, gdzie przebywają tragicznie nieszczęśliwi ludzie, między których ty sam trafiłeś przypadkiem. Nie mówisz w tym wypadku o gabinecie osobliwości. Dotyka mnie to szczególnie, bo jak wspomniałem na początku, nie jestem filozofem, ale praktykiem. Ja po prostu z takimi ludźmi i w takich ośrodkach od kilku lat pracuję.

W jednym z komentarzy kacykożerca, podpisujący się nazwiskiem osoby, którą kiedyś znałem, nakazał mi wstydzić się tego, co napisałem, krytykując jego bezpardonowy atak, także na osoby niezwiązane z jego konfliktem z dyrektorem Krawczykiem. Zrewanżuję się kacykożercy, przywołując jego słowa i podając mu lepszy powód do wstydu. Wchodząc na wieżę, kacykożerca zostawił przesłanie. W nim zaś stało jak byk: „Jedynym żądaniem, jakie stawiam prezydentowi miasta, Zygmuntowi Frankiewiczowi, jest przywrócenie mnie do pracy na standardowych zasadach: ma to być dotychczasowe stanowisko z zachowaniem ciągłości praw i zatrudnienia, niedyskryminowanie oraz zaniechanie wszelkich represji, w tym również związanych w jakikolwiek sposób z aktualnym protestem.” I kawałek dalej: „Ja ze swej strony zobowiązuję się nie dochodzić sprawiedliwości w związku z jakimikolwiek działaniami prezydenta miasta i jego podwładnych sprzed dnia rozpoczęcia protestu”. Już wtedy rankiem, gdy to czytałem – zdębiałem. Jakże to tak? Więc gdyby żądania kacykożercy zostały spełnione, my ciemny naród gliwicki pozostawieni zostalibyśmy bez objawienia, żyjąc nadal w odmętach kacykozy i nawet o tym nie wiedząc? Więc oto szlachetna sztuka filozofii sięgnęła dna, a jedyny posiadający pełny ogląd upiornej rzeczywistości filozof chciał nas sprzedać za stanowisko? Tak, trochę ubarwiam, stosując jeden z ulubionych środków stylistycznych kacykożercy. Tak naprawdę jednak, jakże inaczej w kontekście tych zapisanych zdań wygląda dalsza „walka” kacykożercy! A dla mnie sprawa wygląda tak, że małemu Kacusiowi za jakieś przewiny zabrano klocki i Kacuś głośno tupiąc nóżką i wrzeszcząc na całą okolicę domaga się ich zwrotu. Oddajcie mu je, bo inaczej Kacuś zdemoluje pokoik a potem jeszcze oskarży rodziców o psychiczne znęcanie się nad nim. Ale jeśli Kacuś klocki dostanie, spokojnie się nimi zajmie i rodzice i pokoik ocaleją. Do następnego razu… Czytając przywołane chwilę wcześniej słowa natychmiast przestałem wierzyć kacykożercy. Poczułem jedynie, że znów ktoś chce mnie wmanewrować w swoje prywatne sprawy.

To tyle ode mnie, a jeśli prawnik potwierdzi słuszność tego, co czuję, czytając pomówienie kacykożercy wyjęte z pisma procesowego i podobnie jak ja zakwalifikuje je jako naruszenie moich dóbr osobistych, swoją wypowiedź dokończę w sądzie.

 

 

Published in: on 29/06/2011 at 6:09 am  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/06/29/kac-po-kacykozercy/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. Panie Darku
    Ależ się Pan nabzdyczył. Więcej luzu! Dołączył Pan do tych nienawistników o zaciśniętych wargach, którzy gadają trzy po trzy. Jest Pan elementem barw tego miasta jako twórca wydarzeń kulturalnych. Ja zaliczam się do tej samej kategorii i cenię Pańskie działania, a Pan nie narzeka na moje. I tak by mogło pozostać. Ale, niestety, postanowił Pan przystąpić do drużyny, która kopie leżącego. Czekają Pana awanse, bo Wuc patrzy i ocenia. Nigdy nie twierdziłem, że jest Pan „tanim” piórem zastępczym Grzegorza Krawczyka. To Pański przymiot nik. A teraz stawka zostanie podniesiona. W dalszym ciągu życzę jednak Panu długiego życia i dużo pumeksu. W chwili próby stanął Pan po złej stronie krzywdy. Po stronie przemocy przeciw słabszemu. A taką plamę na honorze artysty przyjdzie Panu wywabiać całym życiem.
    Z pozdrowieniami
    Andrzej Jarczewski


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: