O kulturze, a nie o polityce…

… rozmawiamy z dyrektorem Muzeum w Gliwicach, Grzegorzem Krawczykiem

Dariusz Jezierski: Panie Dyrektorze, wygląda na to, że w kontekście ostatnich wydarzeń i artykułowanych przez niektórych negatywnych sądów na temat pracy Muzeum, wypada Panu bronić własnej koncepcji funkcjonowania tej instytucji.

Grzegorz Krawczyk: Nie, w to mnie Pan nie wciągnie. Polemika na poziome magla mnie nie interesuje. Przed czym mam się bronić? Przed kłamliwymi stwierdzeniami jednej osoby, która w niewybredny sposób dyskredytuje moją pracę? Umówiliśmy się na rozmowę o muzeum i o kulturze, a nie o polityce. Instytucja kultury nie jest wychodkiem do załatwiania doraźnych potrzeb politycznych. Tak było kiedyś i podobno te czasy już się skończyły… Znamy się nie od dziś i doskonale Pan wie, że sprawy kultury traktuję poważnie i zdecydowanie subtelniej – jako otwarty system znaczeń, dzięki któremu przybliżamy się do rozumienia samych siebie i świata, który nas otacza. Odwróćmy role: dlaczego nie zapyta mnie pan np. jak prace muzeum ocenia 12-osobowa Rada Muzeum, pracująca pod przewodnictwem prof. Wojciecha Kowalskiego?

DJ: To jaka jest ocena tej Rady?

GK: Bardzo dobra. W tym miesiącu Rada złożona z muzealników z różnych ośrodków w Polsce oraz przedstawicieli środowisk kultury jednogłośnie przyjęła moje sprawozdanie z działalności Muzeum i poparła plany na 2012 rok. Ta opinia jest dla mnie istotna.

DJ: Odżegnuje się Pan zatem od udziału w trwającej dyskusji?

GK: Jakiej dyskusji? Mój Boże… ma Pan na myśli ten kuriozalny i nudnawy monolog? Nie uczestniczę w nim. Natomiast na dyskusję serio o kulturze zawsze jestem otwarty. Przypomnę, że w ubiegłym miesiącu zarówno Pan, jak i wiele innych osób, którym kultura jest bliska właśnie tutaj w Muzeum debatowało nad ogólnopolskim Paktem dla Kultury. Idee zawarte w Pakcie są mi bardzo bliskie i dlatego cieszę się, że zyskały aprobatę rządu. Mam nadzieję, że ci, którzy przychodzą do Muzeum, też dostrzegają pozytywne zmiany, które w nim zachodzą.

DJ: Jakie to zmiany?

GK: Od dwóch lat staram się tę instytucję wzmocnić, unowocześnić, budować silny merytorycznie i sprawny organizacyjnie zespół złożony ze stałych pracowników i współpracowników spoza muzeum. Usiłuję rozwijać najlepsze pomysły i praktyki wypracowane przez moich poprzedników. Muzeum to nie teatr jednego gwiazdora, ale zadanie dla grupy ludzi, która musi być przygotowana zarówno do troszczenia się o pamiątki przeszłości, jak i do podejmowania nowych wyzwań, do realizowania współczesnych projektów, które mają szansę trafić do młodej publiczności. Przykładowo taka formuła programowa jest realizowana w Czytelni Sztuki. W ciągu kilkunastu miesięcy, które upłynęły od jej otwarcia, udało się wiele. Przede wszystkim pojawili się w muzeum nowi ludzie. Widzowie i twórcy. Było kilka ważnych wystaw, m.in. Janusza Tarabuły, Szymona Kobylarza i ta, którą można oglądać nadal – Jerzego Lewczyńskiego, mieszkającego w Gliwicach, jednego z najważniejszych polskich fotografów. O jego zdjęcia zabiegają największe muzea i kolekcjonerzy, a w Gliwicach nie miał wcześniej indywidualnej wystawy… Za kilka miesięcy z Paryża do Gliwic przyjedzie wybitna malarka, eseistka, pisarka, Ewa Kuryluk. Wydajemy książki, kręcimy krótkie filmy, organizujemy dziesiątki warsztatów edukacyjnych, spotkań. Otwarcie Czytelni nie bez powodu inaugurowało spotkanie ze Zbigniewem Liberą – artystą do bólu krytycznym i przełamującym stereotypy. Czytelnia to szansa na twórcze otwarcie tej instytucji, poszerzenie o zmienne pole doświadczeń, zachodzących w kulturze współczesnej.

DJ: Wielu osobom nie podoba się to, co się w tym miejscu dzieje…

GK: Nie wiem, czy wielu… Na pewno są tacy, którzy nie lubią sztuki. Szczególnie współczesnej. Mnie to nie dziwi. Wielu jej nie rozumie, wielu jej się boi. Oni do Czytelni nie przychodzą. Ale ci, którzy przychodzą, są sztuką zainteresowani lub są jej ciekawi. W Czytelni zderzają się też różne poglądy dlatego budzi kontrowersje. Przecież nie każdemu musi się wszystko podobać. To byłoby bardzo niepokojące i przygnębiające zarazem. Niech nasi goście reagują, najlepiej twórczo, lecz pokojowo. Proponuję namysł, wybór i samodzielną ocenę. Nie każdy sobie z tym radzi. Próbujemy pomóc. No cóż, nie zawsze się udaje…

DJ: Czytelnia Sztuki, to jednak nie wszystko, prawda?

GK: Oczywiście. To mały fragment większej całości jaką jest Muzeum, czyli ponad 40 pracowników, 4 oddziały, bogate i stale poszerzane zbiory zabytków, napięty program wystaw, wydawnictw, zajęć edukacyjnych, badań, kwerend, konserwacji, współpracy międzyinstytucjonalnej, codziennej administracji, finansów i sprawozdawczości. Muzeum to średniej wielkości przedsiębiorstwo. Nie funkcjonuje w próżni. Ma zadania, które musi realizować. Miewa problemy, które trzeba rozwiązać. Jako dyrektor chcę zapewniać pracownikom możliwie optymalne i stabilne warunki do tego, by mogli realizować projekty na najwyższym poziomie. To jedno z najważniejszych wyzwań. Na szczęście w muzeum znajdzie pan wiele znakomitych i oddanych pracy osób. Szczególnie kobiet. Od pomocy muzealnych po kierowników działów merytorycznych. Są największym kapitałem tej instytucji. Na nich mogę polegać. Sam angażuję się w każde przedsięwzięcie – od najmniejszych, po największe. Dlatego boleśnie przeżywam każdą porażkę, każde puste krzesło, brak zaangażowania, każdą wpadkę, niedociągnięcie i krytykę efektów naszej pracy. Jednak mimo tego wiem jedno – Muzeum w Gliwicach jest pod wieloma względami instytucją wyróżniającą się na tle dziesiątek czy setek innych instytucji kultury funkcjonujących w Polsce. Nie otrzymałoby żadnej nagrody, wyróżnienia, dobrej recenzji i pochlebnej opinii, bez codziennego wysiłku wielu osób.

DJ: A więc gra zespołowa, a nie solo?

GK: Oczywiście, choć każde z naszych najważniejszych przedsięwzięć ma liderkę/lidera, bez których nie doszłoby do skutku. Tak było zarówno w przypadku badań archeologicznych na gliwickim Rynku, „Odlewnictwa Artystycznego” w Nowych Gliwicach, „Gliwickich Kresowian”, „Oręża Średniowiecza” czy wystawy o żołnierzach Armii Krajowej, jak również w przypadku organizowania Centrum Informacji Kulturalnej i Turystycznej,  kolejnych edycji Gliwickich Dni Dziedzictwa Kulturowego, rozwijania znakomitej współpracy z katowickim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej, doglądania projektów cyklicznych takich jak: „ArteFakty”, „Noc Muzeów”, „Industriada”, „Memo”, „Spory z Historią”, „Podwieczorki Muzyczne w Willi Caro”, czy wreszcie wydawania książek, które wymagają iście benedyktyńskiej cierpliwości i pracy.

DJ: Z którego z tych przedsięwzięć jest pan szczególnie zadowolony?

GK: Z każdego z nich jestem po cichu dumny. Z niecierpliwością czekam na kolejne. Jestem przekonany, że będą równie wartościowe jak te, które już udało się zrealizować. Mówię Panu, nasze Muzeum jest cool! Cieszę się, że w nim pracuję.

 

Published in: on 22/06/2011 at 6:47 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/06/22/o-kulturze-a-nie-o-polityce/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: