Rejtan, czy Piłat?

Andrzejowi Jarczewskiemu powinienem podziękować. Z serca, najzupełniej szczerze. Za inspirację do podjęcia polemiki (oczywiście w niektórych tylko kwestiach). Za, mówiąc językiem popularnym, kopa. Podnoszę rękawicę, choć nie mnie przecież ją rzucał i pozwalam sobie na własny komentarz. Na rzeczową polemikę, która dotknie spraw, od których, mam wrażenie, próbuje on odwrócić naszą (moją) uwagę.

Jego aktywność cieszy. Jej pierwsze, nieprzemyślane w należytym stopniu, próbki mieliśmy z końcem roku. Kilkustronicowe coś, nazwane nie wiedzieć czemu, „Polityka kulturalna gliwickiego samorządu” było dość naiwnie teoretyzującym streszczeniem pojęcia polityki kulturalnej okraszonym wizjami jej uprawiania, które z kolei przemilczeć chciałem taktownie ale po lekturze podlinkowanej w wiadomości rozesłanej do gliwickich mediów deklaracji „Przerywam obserwację uczestniczącą” nie wykluczam, że jeszcze do niej wrócę w, mam nadzieję, dla gliwickiej kultury pożytecznej polemice. Do rzeczy jednak. 2010 Andrzej Jarczewski zaczął z grubej rury. Deklaracja rezygnacji z funkcji przewodniczącego. Wspomniany przed chwilą tekst, wypowiedzi dla mediów, Hyde Park, Poradnik opozycjonisty. Jednego nie można temu odmówić – przyciąga uwagę, porusza, momentami irytuje. I dobrze. Dlatego właśnie jego aktywność cieszy. Tylko, że już po chwili ta sama aktywność zaczyna smucić. Trzyletnia bierność jako przewodniczącego komisji kultury, brak rejtanowskich wzorców zachowań w kwestiach, które wcześniej wrażliwego humanistę powinny poruszyć, dziwna małomówność w wielu przypadkach – to wszystko budzi we mnie niejasne podejrzenie, że rzeczona (nad)aktywność po prostu zbiega się ze zbliżającym się nieuchronnie końcem kadencji Rady Miejskiej a zatem i kierowanej przez niego komisji. Posłużę się historycyzującą i lekko militarnie pobrzmiewającą terminologią samego Jarczewskiego – bastion trzeba będzie opuścić i wycofać się na zgóry upatrzone pozycje. On to właśnie robi z zachowaniem wszelkich reguł strategii i taktyki, z zastosowaniem skutecznej zasłony dymnej. To po to jest ta cała arlekinada, potrząsanie włócznią (ot, taka szekspirowska krotochwila), rezygnacje z rejtanowskim darciem koszuli w tle, wypowiedzi godne Sprawiedliwych, których zabrakło w Sodomie i Gomorze. To wszystko ma odwrócić uwagę od faktu, że przez 3 lata, tu nawiążę do badanych przez niego początków II wojny światowej, prowadził „dziwną wojnę” jak francuscy żołnierze w 1939. Wsuwał tuszonkę z polowej kuchni, wykopał jakieś okopy, postrzelał do gawronów i… I nic! To nie były nawet gawrony tylko wróble.
„Jutro ustępuję z funkcji przewodniczącego Komisji i chciałbym na kilka lat wymiksować się z tego zamieszania, bo mam naprawdę ważne sprawy na głowie. Mniej ważne – w głowie. I jakoś muszę to wszystko poprzenosić i poukładać:-)” To cytat z „Przerywam obserwację uczestniczącą”. O nie, Panie Przewodniczący! (piszę to w poniedziałek rano, jeszcze przed ową już sławną rezygnacją). Nie zgadzam się na Pana rejteradę! Nie podoba mi się pozycja, którą chce Pan przyjąć. Wygodny bastionik dysydenta, opozycjonisty, badacza rzeczywistości, dobrodusznego, mądrego Obserwatora. Jak to „wymiksowuje się” Pan? Jaja Pan sobie robi? Nie wystarczy mi przeczytana gdzieś deklaracja pańska „nie będę grabarzem kultury”. Nie kontestuję tu faktu, który teraz sam, z całym przekonaniem wyartykułuję – w gliwickiej kulturze dzieje się źle. Też tak uważam i rozmowę z Andrzejem Jarczewskim chętnie przeprowadzę nie dlatego, że mi się nudzi (nie mam tak ważnych spraw jak on i nie prowadzę tak ważnych badań, ale np. pisanie tekstów w języku rosyjskim do moskiewskiej prasy także zajmuje mi sporo czasu). Porozmawiam dlatego, że uważam, iż może przynieść wiele dobrego zadanie kilku pytań i uzyskanie na nie odpowiedzi. Teraz jednak wrócę do instytucji pogrzebu. Otóż dla mnie bycie grabarzem nie zaczyna się wtedy, gdy na osadzoną w dole trumnę sypią się pierwsze grudy ziemi. Grabarz zaczyna od wykopania dołu. Zatem Andrzej Jarczewski już jest grabarzem! Przez 3 lata kopał grób lub przynajmniej przy tym asystował. Dla mnie nie ulega to wątpliwości. Nie miejsce teraz na argumentację. Pamiętam jednak jak krytykował plany prac przy Radiostacji. W bezpośredniej rozmowie. Czy nie wtedy był czas na tak dramatyczne gesty (bo przecież wierzę, że mówił z wewnętrznym przekonaniem)? Teraz próbuje jednak, znów zgodnie z zasadami strategii, rozegrać własną bitwę na cudzym polu. Sprawa dotyczy innego oddziału, innych kompetencji. Więc z pełnym poświęceniem broni kompetencji RM, w której zasiada. Ale przyznając, że „Gzutowi” należy się czynsz jak psu zupa, zapomina, że akurat status tego oddziału Muzeum jest trochę inny niż pozostałych. GZUT po prostu wypowiedział umowę i miastu, a zwłaszcza Muzeum, pozostaje tylko zareagować zgodnie z prawem, czyli lokal opuścić. Znów sięgnę do jego ulubionego arsenału środków, na półkę literacką tym razem. Tak kończy się, z ekonomicznego punktu widzenia niebezpieczna sytuacja, w której inwestuje się na terenie do siebie nienależącym i uczy tego przypadek Bogumiła Niechcica i Serbinowa. Ja wiem, że romantyczne wątki są efektowniejsze. Przyznaję. Ale jakoś jestem przekonany, że raczej nielubiane przeze mnie pozytywistyczne procedury potrzebne są teraz gliwickiej kulturze niż romantyczno – patriotyczne zrywy. Szabli Olbrychskiego Andrzej Jarczewski i tak nie przebije.
Podsumuję, choć ręka świerzbi i chciałoby się pisać dalej. „Odbyło się referendum w sprawie odwołania prezydenta. Byłem przeciwny temu, choć rozumiałem powody. Ale co organizatorom referendum zawinili radni? To był bumerangowy rzut na oślep.” To przeczytałem w „Poradniku opozycjonisty” z sugestią, że łamie to zasadę „nie walić na oślep”. To nie było walenie na oślep. Jarczewski i Komisja nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Moim zdaniem, zatem poprawiam się: dla mnie nie był to strzał na oślep.
I wróćmy do „wymiksowania”. Trywialnie powiem – było się nie wmiksowywać! Nie można teraz tak po prostu klasycznie umywać rąk. Show Jarczewskiego tym właśnie wydaje mi się być. Dysponując obecnymi środkami, znając zasady public relations i mając jego wiedzę i kulturę, Piłat zrobiłby to tak samo.

 

Published in: on 15/06/2011 at 9:14 am  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/06/15/rejtan-czy-pilat/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: