Zbyt drogi marketing, panowie!

Protestuję!

Stanowczo od tego słowa muszę zacząć. Protestuję przeciw wykorzystywaniu tak zwanej sprawy Andrzeja Jarczewskiego do promocji poszczególnych osób, nawiasem mówiąc, z różnych opcji politycznych, prowadzonej niejako post factum, już po maksymalnej eskalacji konfliktu i, co by nie mówić, siłowym jego rozwiązaniu. W takim to momencie, kiedy protest Andrzeja Jarczewskiego stał się wydarzeniem medialnym o zasięgu krajowym, nagle pojawiają się zastępy obrońców, dodajmy prominentnych obrońców, rzekomo zjednoczonych świętym oburzeniem przeciwko bezprawiu, represjom, szykanom, a w rzeczywistości wykorzystującym sytuację do przypomnienia o swojej obecności. Słowo „przypomnienie” jest tu jak najbardziej na miejscu, skoro od grudnia nikt z tych osób (często wszak z Gliwicami bardzo związanych) nie dostrzegł sytuacji Jarczewskiego, nie zauważył wypowiedzenia umowy o pracę, nie skonstatował kolejnych rozpraw sądowych, nie zaprotestował wreszcie przeciwko sięgnięciu przez Sąd do przymusowego skierowania na badania psychiatryczne. Dla mnie sprawą oczywistą jest, że żadna z tych osób takim wystąpieniem nie była wcześniej zainteresowana, już to z powodu niemierzalnego ryzyka, związanego z takim wystąpieniem, już to z niemożności uzyskania spektakularnych (czytaj: medialnych) efektów. Sytuacja zmieniła się w chwili, kiedy to pan Andrzej, myślę, że świadomy, iż perspektywa zbliżających się wyborów przysporzy mu obrońców (choć tego akurat powodu wejścia na wieżę radiostacji właśnie w tym terminie sam nie podał), zdecydował się na protest w bardzo medialnym wymiarze. To pozwoliło osobom politycznie dość odległym na połączenie się pod hasłem obrony szykanowanego byłego opozycjonisty i wystąpienie ze spektakularnym, ich zdaniem, oświadczeniem. Podpisali się pod nim między innymi Aleksander Chłopek, Andrzej Gałażewski i Marian Krzaklewski. Oczywiście lista to niepełna, ale tych panów zapytam w tym miejscu: w czym zmienił się status pana Jarczewskiego w ciągu sześciu miesięcy, skoro okres wypowiedzenia upłynął w marcu, skierowanie na badania psychiatryczne też ma już wielotygodniową historię, a swoje protesty wyrażał on wielokrotnie w sposób bardzo czytelny? Czy uważają Panowie, że ich interwencja nie jest cokolwiek spóźniona? Czy nie sądzą Panowie, że niewczesna to pora zabierać się za odwrócenie biegu wydarzeń po uprawomocnieniu się wypowiedzenia pracy, po pierwszych, trudnych wszak do natychmiastowego zmienienia, decyzjach Sądu i po wystąpieniu wielu innych czynników utrudniających jakąkolwiek mediację? Kolejne słowo kluczowe – mediacja. Panowie politycy, przewodniczący i posłowie, czy nie pomyśleliście przez te kilka miesięcy o możliwości jakiejkolwiek mediacji, rozmów, wyartykułowania Waszego świętego oburzenia, które wszak, jak tuszę, narastało w Was z każdym kolejnym miesiącem, bo przecież nie chce mi się wierzyć, że o sprawie Pana Jarczewskiego dowiedzieliście się dopiero z poniedziałkowych doniesień mediów? W tym momencie, konstatując Wasze obecne zachowanie, prawdziwie tragiczną postacią jawi się pan Jarczewski. Jego głos, niczym wołającego na puszczy, nie przynosił rezultatu i nie znalazł posłuchu w Waszych wrażliwych społecznie sercach. Jego głos ze stu dziesięciu metrów jest lepiej słyszalny, prawda? Zwłaszcza powtórzony przez wszystkie możliwe rozgłośnie radiowe i tytuły prasowe. Szanowni Państwo, nie zrozumcie mnie źle, ja nie zarzucam wam braku uczuć wyższych, czy emocji, związanych z tą sprawą. Wielu z Was znam osobiście, cenię i szanuję, podobnie, jak znam i szanuję Andrzeja Jarczewskiego. Uważam jednak, że stosujecie Państwo zbyt drogi marketing polityczny. Nie macie aż takich aktywów, żeby mieć moralne prawo wykorzystywać dramat człowieka do promocji Was samych. Rozumiem, że w tej chwili opinia pana Andrzeja, liczącego na wszelkie podobne głosy, jest zapewne inna, ale znam go i wiem, że przyglądając się podobnej sytuacji z udziałem osób trzecich, zgodziłby się z moją kwalifikacją tych zachowań.

Został mi jeszcze do oceny list otwarty członków klubu radnych Platformy Obywatelskiej RP. Tu moja ocena będzie bardziej krytyczna. To już tylko mechanizm tuby rezonansowej. Radni być może zachęceni oświadczeniem przewodniczącego gliwickiej Platformy, zdecydowali się dołączyć swój głos. Mocne słowa („odraza” i „niesmak”, „upodlenie”, „zniewolenie”), bardzo retoryczne, okrągłe, efektowne i… cholernie spóźnione. Bo jeśli teraz taki głos, to gdzie było Koło wcześniej? Czy przekonana o krzywdzie pana Jarczewskiego większość radnych nie powinna interweniować? Czy w arsenale środków przewodniczącego Rady Miejskiej nie ma takich, których można było użyć wcześniej? Pytania retoryczne, dlatego, że mają tu zastosowanie wszystkie mechanizmy napiętnowane przeze mnie wcześniej.

Kiedy Andrzej Jarczewski w poniedziałek rano zadzwonił do mnie, jako jednego z pierwszych, informując o tym, na co się zdecydował, moje odczucia względem tego były ostrożnie pozytywne. Ja również nie byłem przekonany, czy Sąd słusznie sięgnął po tak drastyczne rozwiązania. Przyznam również, że nie do końca byłem przekonany o konieczności rozwiązywania umowy o pracę z panem Jarczewskim. Może jednak było inne rozwiązanie. Niestety jednak, pełna i wnikliwa lektura całości wypowiedzi ze strony internetowej Jarczewskiego sprawiła, że w wielu kwestiach moja sympatia ku niemu delikatnie mówiąc mocno się zmniejszyła. Nie wszystko wolno, nawet gdy jest się przekonanym o swojej racji. O tym jednak w innym miejscu.

Posypią się być może na mnie gromy, i to z różnych stron. Przyzwyczaiłem się do tego. Pisząc swoje felietony, pisałem zawsze to, co myślę, nie roszcząc sobie pretensji do jedynej racji i biorąc pod uwagę możliwość omyłki. Obrywało mi się z różnych stron, zależnie od treści tego, czy innego. Nie chowajcie zatem urazy osobistej, gdy po raz kolejny pozwalam sobie na całkowicie swobodną ocenę Waszego zachowania i pamiętajcie, że choćby po pierwszych sesjach Rady Miejskiej, nie wahałem się wyrażać opinii, którym chętnie przyklaskiwaliście. Teraz bowiem oceniam krytycznie nawet nie sam Wasz protest, do którego wszak macie prawo, ale moment i okoliczności tego protestu. Wszyscy, dosłownie wszyscy, sygnatariusze obu wspomnianych dokumentów nie zrobili absolutnie niczego wtedy, kiedy być może coś zrobić powinni. Nie zgadzam się na zbijanie kapitału politycznego na cudzych tragediach. Wasze zakulisowe, może nawet skuteczne działania, przyjąłbym ze zrozumieniem i z szacunkiem. Oddanie strzału z paradnej armaty uważam za cokolwiek niesmaczne.

PS. Mimo, że nie podzielam BEZKRYTYCZNIE ich opinii, zupełnie inaczej, bo pozytywnie, oceniam wszystkie osoby, które czynnie, z transparentami wyrażały i wyrażają swoje poparcie dla Andrzeja Jarczewskiego. Dlaczego? Bo mają prawo do tego. Bo działają w czasie i trybie rzeczywistym.

Published in: on 09/06/2011 at 12:51 pm  Comments (2)  
Tags: ,

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/06/09/zbyt-drogi-marketing-panowie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzyDodaj komentarz

  1. Lepiej pozno niz wcale, wiec daj pan spokoj.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: