To jest biografia roku!

 Cóż można napisać o książce, o której pisać będzie bardzo wielu? Co nowego, innego? Takie pytania pojawiły się, kiedy siadłem nad kartką (tak, nie przed komputerem!) aby zapisać także swój głos na temat „najważniejszej książki Roku Miłosza”, jak określiło dzieło Andrzeja Franaszka „Miłosz. Biografia”, Wydawnictwo Znak. I postanowiłem, że podzielę się z Czytelnikami raczej wrażeniami z lektury tej potężnej księgi, niż porcją mniej lub bardziej merytorycznych treści.

Miłosz był od zawsze w mojej humanistycznej edukacji. Od szkoły średniej aż do dziś przeszedłem wszystkie etapy dojrzewania prywatnego stosunku do jego dzieła. Tak mi się zdawało przynajmniej, bo przecież było najpierw niezrozumienie, ale jakieś takie bardzo otwarte, przeczuwające wielkość, którą należy zgłębić. Potem była lektura uważniejsza, postrzeganie Miłosza bezpośrednie, rozumiejący wgląd w jego poezję. Później Miłosz via Zeszyty Literackie, a więc teksty o nim j jego własne, fragmenty korespondencji. Był też Miłosz odkrycie – „Rodzinna Europa” i „Zniewolony umysł”, przeczytane wprawdzie dość późno, ale przecież z tym większą gotowością emocjonalną i, co tu dużo mówić, intelektualną. I był zgrzyt – Sergiusz Pisasecki i jego „Były poputczik Miłosz” z 1951 roku. „Mimo wszystko jednak w galerii naszych poetów Tuwim będzie miał wielki portret, u którego stóp przytuli się maleńki portrecik Miłosza. Ale w galerii poputczików Miłosz będzie miał wielki portret, Tuwim zaś spocznie u jego stóp, nie dorastając mu do pięt” – tak wieszczył Piasecki, zajadły wróg poety. Swoją drogą, dopiero książka Franaszka wyjaśniła mi, przynajmniej częściowo, dlaczego Piasecki nienawidził Miłosza w tak absolutny sposób. Miał swoje, bardzo osobiste powody, które wynikały chyba przede wszystkim z urażonej męskiej dumy, ale przyznam, wynikać mogły również z uzasadnionej po części, surowej oceny człowieka. Jadwiga Waszkiewiczówna, później żona Piaseckiego, nie została przez poetę potraktowana szlachetnie. Po szczegóły odsyłam jednak do lektury… Po zetknięciu z wynurzeniami Piaseckiego był etap poszukiwania dodatkowych wiadomości, próba pójścia tym tropem, odbrązowienia noblisty, któremu było chyba łatwiej tam na Zachodzie, bo „najlepiej uciec i mędrkować”… Potem pogodzenie i rozgrzeszenie – wszak wielki poeta, ale także zwykły człowiek, z jego prawem do błędów. I lektura, dopiero niedawna, „Historii literatury polskiej” ze wszystkimi wątpliwościami, ale również doceniająca świeżość, a może raczej odmienność spojrzenia. Wydawać się mogło, że nic już w owym portrecie Miłosza zmienić się nie może. I wtedy przyszedł Franaszek…Nie wiem jak to zrobił, jak napisał tę gigantyczną biografię w taki właśnie sposób, ale stworzył dzieło, które pozwala smakować podwójnie – najpierw życie człowieka nietuzinkowego, jakim był Miłosz, a potem kunsztu słowa i niebanalnej narracji samego autora. Czytając tę książkę, zaczynałem już po stu stronach odczuwać żal, że nieubłaganie zbliżam się do końca, choć „cegła” ma przecież 1104 strony! Nieczęsto mi się to zdarza. A teraz, już po lekturze, czekam jedynie na kolejną przesyłkę ze Znaku (tak, uśmiecham się tu do Moniki Bartys, która potraktowała mnie już wcześniej biografią jeszcze w wersji próbnej), w której przyjdą zapewne „Wiersze wszystkie” Czesława Miłosza i zacznę wielką literacką ucztę. Franaszek przygotował mi zastawę, w której to danie będzie smakowało zupełnie inaczej – nie mam wątpliwości.

Chaotyczne to może, ot, takie impresje. Może zatem garść konkretów? Dlaczego biografia autorstwa Franaszka jest tak dobra? Dla mnie to proste – zadecydowała literacka kultura autora. Literacka, a nie akademicka, czyli ta każąca wszystko interpretować, reinterpretować a w rzeczywistości nadinterpretować. Franaszek zebrawszy materiał gigantyczny, przebrnąwszy przez ogrom literackiej spuścizny poety i jego korespondencji, przeanalizowawszy tysiące mniejszych i większych źródeł posiadł wiedzę, która wystarczyłaby na kilka prac. Tymczasem, nie uległszy pokusie pokazania wszystkiego, co wie, stworzył książkę, która nie narzuca niczego, która w pewnych momentach jedynie sugeruje, a i to niekategorycznie, która wręcz zaprasza do własnych interpretacji. Biografia Miłosza w tej wersji niczego nam nie psuje, nie każe przyjąć jedynie słusznej koncepcji. Ona daje klucz do twórczości poety. Klucz biograficzny. Dzięki tej pełnej empatii pracy zaczynamy bardzo jasno postrzegać cały skomplikowany splot wielu różnych okoliczności i wydarzeń, które złożyły się na genialną „nadwrażliwość” Miłosza. Franaszek, jakby doceniając niezwykłość losu człowieka w ogóle, a geniusza w szczególności, świadomie rezygnuje z kategorycznego osądu czegokolwiek, pisze z ogromnym wyczuciem i ze szczerością, która wyzbyta jakiejkolwiek agresji staje się przez to atutem książki. Dzięki temu nawet zdanie wyjęte z dzienników Iwaszkiewicza (znów odsyłam do lektury) nie szokuje.

Mógłbym tak długo. Tylko po co? Szanowni Państwo, biografia Miłosza autorstwa Andrzeja Franaszka warta jest tych niespełna 70 zł, które kosztuje (na http://www.znak.com.pl można ją kupić jeszcze taniej i w pakiecie z „Wierszami wszystkimi”, w którym „Historię literatury polskiej” otrzyma się za darmo!). Ja mogę na koniec napisać tylko jedno. Wielki poeta miał ogromne szczęście – trafił na wielkiego biografa!

Published in: on 04/05/2011 at 9:18 pm  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/05/04/to-jest-biografia-roku-2/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: