Po co nam Drzwi?

Ten nieco przewrotny tytuł nie sugeruje bynajmniej, że autor ma jakiekolwiek wątpliwości w kwestii zasadności istnienia festiwalu w formule zaproponowanej przez Gliwicki Klub Filmowy WROTA. Oznacza jedynie, że uważa za niezbędne zebranie w jednym miejscu wszystkich, dla niego niezaprzeczalnych, atutów tego projektu.

Czwarty z kolei festiwal Drzwi zbiegł się z obchodami 10 rocznicy istnienia klubu, który zaznaczył swoją obecność nie tylko w Gliwicach, ale jest rozpoznawalny w wielu miejscach kraju – między innymi za sprawą festiwalu, do którego zgłaszane są produkcje kina niezależnego z bardzo różnych ośrodków. Mieliśmy okazję przekonać się, że nie grozi tej formule naturalne wytracenie impetu. Wręcz przeciwnie, ten festiwal jest niezbędny i przez to zauważony, jako przedsięwzięcie stymulujące niezależną produkcję i zachęcające do wytrwałości, której w tej branży, zwłaszcza, gdy środki są ograniczone, trzeba bardzo wiele. Szefów gliwickiej kultury mógłbym jedynie zachęcić do odwiedzenia kolejnych festiwali, albo skontaktowania się z Marcinem Kondraciukiem, który chętnie zaprezentuje potencjał gliwickich twórców. Ja sam nie wiedziałem długo, jak wiele się dzieje w tej branży. Animacja Beniamina Szweda, którą prezentowano w kategorii fabuła i która wygrała ją z miażdżącą przewagą, zaświadcza, jak wiele można dokonać. Po drobnych korektach, na które warto wyasygnować niewielką kwotę, film Rosa Alba może konkurować na wielu festiwalach z doskonałym skutkiem. Tu słowa pochwały dla Magistratu. Środki na dofinansowanie produkcji, wprawdzie niewielkie, ale jednak się znalazły. Projekty arteterapii przez film wdrożone z powodzeniem przez Kondraciuka, zyskały już sławę daleko poza miastem – Telewizja Polska wyemitowała między innymi relację z planu. Namawiam do obejrzenia płyty dvd z realizacjami kolejnych intr festiwalowych. Wniosek z tego jeden – rewolucyjny: dlaczego kolejnego filmu, bodajże o Zagajewskim, który kręcić będzie „wytwórnia GTM” (zainteresowani wiedzą, o jaką chodzi) nie mogliby zrealizować chłopcy z GKF? Czy na pewno kwalifikacje pana reżysera dwóch poprzednich biograficznych obrazów przewyższają filmowe kwalifikacje Marcina Kondraciuka, który 10 lat pracuje z kamerą – podkreślę, twórczo pracuje?! Jeśli ktoś ma wątpliwości namawiam do obejrzenia nagradzanego „Skoku Touretta” w jego reżyserii! Ale… rewolucyjne szarpnięcie, polegające na podmiotowym potraktowaniu takiego klubu, czy jak w innym przypadku teatru (że można, udowadnia choćby Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej) i ZAMÓWIENIU u takiego podmiotu konkretnej produkcji filmowej czy scenicznej wykracza zapewne poza arsenał środków samorządu miasta i oczywiście znajdzie się tu z dziesięć świetnie umotywowanych powodów, dla których jest to niemożliwe. Szkoda. Bo coś mi się zdaje, że właśnie ta sfera, kultura, to poletko, na którym to, co nowe, ma szanse największe.

Wróćmy do Festiwalu Drzwi. Mówiłem w wywiadzie dla przyjaciół z Chorzowa, że tego rodzaju przedsięwzięcia, niszowe, underground, często opozycyjne do trendów, są nie do przecenienia. Ich miarą nie może być ilość widzów (no, może po jeszcze kilku edycjach), ale raczej ilość zgłaszanych filmów, przyjeżdżających gości, jakość tych 4 dni wspólnego „bycia w kulturze”. To jest praca organiczna, cokolwiek ktoś by o niej nie sądził. Zapładnianie, także w naturze, jest procesem raczej skrywanym. Efekty widzimy po wielu miesiącach. W przypadku Drzwi, Goffru, czy kiedyś X-Offu, nawet po latach. Jakie to efekty? Animacja Benka, aktorzy z Gliwic w polskim kinie i teatrze, 3 miejsce Natalii Miśkiewicz w województwie śląskim w OKR – można mnożyć. Zapytajmy tych, którzy byli na festiwalowych projekcjach, słuchali świetnych koncertów, tych, także niepełnosprawnych, którzy brali udział w produkcjach filmowych przed festiwalem, zobaczmy jak przez 4 dni harują ci ludzie podczas festiwalu i spójrzmy na triumf i satysfakcję w ich oczach. Tam jest odpowiedź na ewentualne „czy warto?”.

GKF Wrota z okazji 10 lecia zdobył się na piękny gest – dziesięciu „Istotom Kultury” wręczył statuetki zaprojektowane rewelacyjnie przez Alka Cabana, przedstawiające pióro Pegaza, jako klucz do… właśnie, do czego? Do ludzkiej wrażliwości, według mnie. Jedną z nich z dumą postawiłem na widocznym miejscu, na ulubionej półce z książkami. Cenna to dla mnie nagroda, najcenniejsza, jaką dotąd otrzymałem i myślę, że dla pozostałej dziewiątki laureatów również. Wojtek Kotylak (ostatnio dyplom od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – a kto z władz gliwickiej kultury wie, co on robi?), Tomek Hikman (dla mnie człowiek, z potencjałem tuzina osób), Joanna Sarre (Centrum Inicjatyw Społecznych – kto jej nie zna!), Darek Koszałka (dźwięk i serducho), Joasia Zagórska (ile już lat z nami!), Darek Opoka (prawdziwa opoka gliwickiej kultury), Beniamin Szwed (filmowiec, który dopiero zaczyna kręcić filmowym światkiem), Artur Czok (gospodarz Domu, bez którego mówienie o gliwickiej kulturze straciłoby sens) i Maciej Madeyski (wie, jak ważna jest kultura w wychowaniu najmłodszych) – laureaci nagrody GKF, czasem niedostrzegani, na pewno pracujący w tle, bez którego nie byłoby ekspozycji innych przedsięwzięć. Kondraciuk ich zna, z nimi współpracuje, oni pomagają jemu, ale i z jego strony mogą liczyć na pomoc. Tak tworzy się środowisko.

Zatem, Drogie Moje Środowisko, ja do Ciebie z apelem! GKF WROTA z bólem poczęte dziecię Marcina Kondraciuka, zostało odchowane szczęśliwie i ma 10 lat! Czy będzie lepsza okazja, aby szczęśliwy ojciec dostał nagrodę Prezydenta Miasta w dziedzinie kultury? Moim zdaniem nie! Czy czasem nie przydałoby się, aby jakaś z kilku kategorii była przyznawana także po wysłuchaniu środowisk innych niż te, ogólnie uznane za kulturalne i kulturotwórcze? Drodzy Czytelnicy, czekam na maile z poparciem przedstawionej przeze mnie kandydatury. Liczę na to, że może komisja wybierająca laureatów potrafi dostrzec także wartość w takim, ludycznym nieco potraktowaniu tego wyróżnienia. Abstrahując od wszystkiego, Marcin Kondraciuk na takie docenienie dziesięcioletniej pracy zasługuje, a ja mam nadzieję, że nie zaszkodzi mu moje poparcie. Tak, w tym miejscu uśmiecham się szeroko…

Published in: on 27/04/2011 at 7:03 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/04/27/po-co-nam-drzwi/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: