Rekolekcji nie będzie!

Recolere, łacińskie słowo, od którego pochodzi termin „rekolekcje”. Oznacza nic innego, tylko „zbierać powtórnie”. Rekolekcje od zawsze kojarzą nam się szczególnie z Wielkim Postem. W ubiegłym roku po katastrofie smoleńskiej, zewsząd epatowano nas, wyjątkowo widać medialnym, zbitkiem słów „narodowe rekolekcje”. Nie pierwsze zresztą i pewnie nie ostatnie, prawda? Zawsze mnie śmieszył i rozczarowywał ten górnolotny ton. Sztuczny patos, medialne „wyczulanie społeczeństwa”, nachalne uwrażliwianie naszego oglądu rzeczywistości. Uśmiech jednak siłą rzeczy przechodzi w grymas zażenowania, bo prawie zawsze konstatuję na nowo, że to się udaje! Zastępcze tematy są naturalną zasłoną dymną dla najbardziej dotkliwych społecznie działań każdego rządu. O ile łatwiej jest zrobić cokolwiek, gdy ma się w darze od losu jakąś, choćby kilkutygodniową, przerwę, w której można zaapelować do narodowej solidarności, do patriotyzmu, do uczuć wyższych po prostu. I łapiemy się na to, my Polacy, prawie zawsze. Łapiemy się, bo jesteśmy jacyś trochę nienowocześni, jeśli przez nowoczesność rozumiemy kształt, jaki wypracowały społeczeństwa zachodnie. Jesteśmy wrażliwsi, bardziej podatni na wzruszenia i nieodporni na medialne zastrzyki z patosu. Muszę użyć tego słowa – jako społeczeństwo jesteśmy naiwni. To dlatego jesteśmy łatwym kąskiem dla każdej reklamy, dla machiny politycznego marketingu. To jednak trochę inny temat. Wróćmy do rekolekcji. Nagle, wczoraj, jakoś tak pod wieczór, czekając na benefis Młynarskiego w radiowej „Trójce”, usłyszałem informację, że w całej Unii Europejskiej, Polska jest krajem, w którym najdłużej przechowuje się wszelkie informacje o nas i najdłużej zachowuje nasze rozmowy telefoniczne, sms itp. W dodatku jesteśmy krajem, w którym najłatwiej każdym służbom uzyskać zgodę na udostępnienie tych wszystkich danych. Taka polska wolność kontrolowana. I przypominają mi się moje perypetie z uzyskaniem paszportu, ponieważ… nie jestem zameldowany. I dlatego, że nie mam miejsca zameldowania Państwo Polskie nie mogło poświadczyć normalną drogą, że jestem jego obywatelem. Udało się, ale Państwo Polskie oddało mi inaczej – kilka dni po paszporcie przyszło wezwanie na komendę Policji. Niedopełnienie obowiązku meldunkowego. Tak nazywa się przestępstwo, które popełniłem. Chłop nie chciał się przypisać do ziemi? Chłopa trzeba było ukarać! Zmieniło się wiele na szczęście! Mieszkam w wolnym kraju, więc oszczędzono mi chłosty i ukarano jedynie grzywną. Tej nie zapłaciłem z premedytacją i nie zapłacę. Dlaczego? Bo to Państwo Polskie powinno mi zapłacić odszkodowanie za wszelkie utrudnienia, które w moim życiu powoduje absurdalny przepis, problemy z załatwieniem czegokolwiek, rozpoczęciem działalności gospodarczej, nawet założeniem stowarzyszenia. To Państwo Polskie, dla którego najwyraźniej sprawą priorytetową jest kontrolowanie gdzie przebywam, z kim rozmawiam, zachowywanie moich świńskich sms, negocjacji w sprawach finansowych, drobnych i większych kłamstewek. Tylko po co? To już sobie odpowiedzcie sami, Drodzy Czytelnicy.

To dlatego właśnie wczoraj uznałem, że nam naprawdę są chyba potrzebne narodowe rekolekcje! Te, których z jakiegoś względu nie przeprowadziliśmy, a chyba jednak (choć kiedyś sądziłem inaczej) były konieczne. Nazywają się lustracją. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że właśnie z powodu nieprzeprowadzenia tak pojętych narodowych rekolekcji odsetek „ludzi stamtąd” w strukturach władzy i aparacie zamordyzmu (a takim zawsze będzie Policja i dziesiątki innych służb społecznego kontrolingu) jest zbyt duży i to dlatego przetrwały dawne, polskoludowe sposoby traktowania własnego narodu, ciągłego kontrolowania, sprawdzania, inwigilacji. I to stąd, z powodu niezmycia tamtego brudu, nie potrafimy się z tego wydobyć jednym ruchem. Nadal się meldujemy, jesteśmy archiwizowani jak nigdzie indziej itd. Czy nie jest spektakularna sytuacja, w której jedynym właściwie urzędem, któremu w niczym nie przeszkadza mój brak stałego adresu jest Urząd Skarbowy? Ta zacna instytucja ściąga, co należy i jest dobrze. Żeby chociaż mogła za mnie poręczyć przed moim Państwem! Ze płacę uczciwie z tych swoich marnych groszy, że jestem trwałą płytką w naszym cudownym szklanym domu, że można mi zaufać! Nie poręczy…

I co? Kiedy zbierzemy się powtórnie? W jakiej drużynie? Dziś rano puenta – znowu w „Trójce” słyszę, że jakaś tam akcja strajkowa będzie przebiegała pod hasłem „Władza wasza, nędza nasza”. „A wiosna Muminków!” – dodała kobieta, która już dwa dni heroicznie walczy o debet w wysokości 1000zł w banku, w którym od wielu lat ma konto ze stałymi wpływami. Cóż, nie z tych źródeł, co powinna!

Pozdrawiam Was, Muminki!

Published in: on 19/04/2011 at 6:39 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/04/19/rekolekcji-nie-bedzie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: