Jak jelenie z James Island?

Człowiek, jak każda małpa, jest zwierzęciem społecznym, a społeczeństwo rządzi się kumoterstwem, nepotyzmem, lewizną i plotkarstwem, uznając je za podstawowe normy postępowania etycznego […]. To czysta biologia.
Carlos Ruiz Zafón – „Cień wiatru”

Ta amerykańska wyspa powinna być dla ludzi swoistym memento. Nie jest, a co więcej, w zasadzie mało kto wie o tym, co się na niej wydarzyło. Zaczęło się od tego, że w 1916 roku na 112 hektarowej wysepce wypuszczono na wolność 4 osobniki jelenia sika. Żadnych drapieżników, a przede wszystkim brak największego z nich, człowieka sprawił, że w tym nowym Edenie już w 1955 roku żyło stado liczące 300 sztuk! Zrobiło się bardzo ciasno. Nagle raj zamienił się w piekło…

Tokio, Londyn, Moskwa, Warszawa, a przy przyjęciu właściwych proporcji przecież również Gliwice, Zabrze, Pyskowice. Miasta, ludzkie skupiska o charakterze zupełnie odmiennym niż nawet największe wsie. Tam w każdej chwili można przemieścić się parę kilometrów i doświadczyć rozkoszy przestrzeni pól czy lasów, przeżyć misterium samotności. A w mieście wszechogarniający pośpiech, rządzące się zagadkowymi na pozór prawami przemieszczanie się ogromnych mas ludzkich. Tam i z powrotem, wciąż szybciej, a przecież, o tak, spójrzmy uważniej, tylko i wyłącznie po skończonej i co ważniejsze niezmiennej liczbie tras – ulic. Codziennie, niezmiennie, rok w rok. Wyobraźmy sobie, że się wznosimy. Ot taki lot Twardowskiego. Stop, stąd widać wyraźnie – mrowisko! Niby niczego ta konstatacja nie zmienia. A jednak. Mrówki to owady społeczne – funkcjonują na zasadzie bliskości totalnej. Bodźce, które przekazują sobie ruchliwymi czułkami stanowią istotę ich organizacji. Bliskość musi być bezwzględna.
Mówią, że człowiek jest również istotą społeczną. Oczywiście. Z jedną różnicą – społeczeństwo ludzkie składa się z miliardów indywidualności, odrębnych, ograniczonych do jednego świata – człowieka. Nawet systemy totalitarne nie potrafiły podważyć tej prawdy. Człowiek wszystko co robi odnosi do przestrzeni. W niej się przemieszcza, w niej wyznacza kolejne strefy, choćby po to, aby poczuć się bezpiecznym. Do założenia rodziny potrzebna mu jest przestrzeń, atakując innego człowieka, zajmuje lub przynajmniej ogranicza jego przestrzeń. Terytorializm jest, chcemy czy nie, naszą cechą gatunkową. Podobnie jak jelenia sika….
Na James Island nie brakowało pożywienia, wystarczyłoby go dla stada dwa razy liczniejszego. Nie było wrogów naturalnych, populacja mogła się rozwijać praktycznie bez przeszkód. Na James Island był tylko jeden czynnik, którego w zasadzie nawet nie można było brać pod uwagę. To stres. O tyle dziwny, że spowodowany nadmierną bliskością osobników własnego gatunku. Stres odbijał się na zachowaniu, co więcej, zaczął wywoływać zmiany fizjologiczne – nienaturalne powiększenie gruczołów nadnercza (sterują wzrostem, odpornością a przede wszystkim reprodukcją!). Przełom nastąpił w momencie, kiedy ogromne mrozy uniemożliwiły jeleniom okresowe przepływanie na ląd stały i terapeutyczne (sanatorium!) korzystanie z dobrodziejstw przestrzeni, a przede wszystkim kojącej samotności. Zaraz po zimie nastąpiła katastrofa. Totalne wymieranie. W ciągu dwóch najbliższych lat padło, pozornie bez najmniejszej przyczyny, 190 osobników. Z medycznego punktu widzenia martwe sztuki były zdrowe. Natura była okrutna – padały przede wszystkim samice i młode jelenie. Tak, jakby chodziło wyłącznie o sparaliżowanie zdolności reprodukcyjnych populacji. Pouczające… Wielu badaczy pogłębiło obserwacje. W przyrodzie takich przypadków jest znacznie więcej! W tym kontekście jasne stały się samobójcze migracje lemingów ku morzu i wiele innych dotychczas niezrozumiałych przejawów gatunkowej autodestrukcji. U wszystkich gatunków jednym z pierwszych objawów jest niechęć do reprodukcji, zatem podważenie największego determinantu przyrody. W badaniach okazało się, że istnieją w przyrodzie gatunki, które na nadmierne zagęszczenie reagują furią. Dotyczy to na przykład piżmaków i… ludzi.
Pora na fakty i pytania. W społeczeństwach wyjątkowo rozwiniętych spadają wskaźniki demograficzne. Tłumaczymy to chęcią wygodnego życia, niechęcią do dodatkowych obowiązków i ewentualnej utraty możliwości korzystania z dobrodziejstw życia. Czy tak jest naprawdę? Wątpię. Młodzież jest coraz bardziej cyniczna i agresywna. Egzystencjalne problemy? W porządku, ale skąd bierze się ów patologiczny bunt i gniew? Media donoszą o kolejnych przypadkach szaleńców, którzy strzelają do wszystkiego co się rusza na placach, na przystankach, w klasach. Czy to nie jest przypadkiem owa „furia piżmaka”? Wojny nie są już nakierowane na zdobycie terytorium. Częstym celem jest wyniszczenie całych grup etnicznych, choćby w najokrutniejszy sposób. Regres społeczeństwa, czy najbardziej wymyślny, cyniczny i okrutny sposób uniknięcia sytuacji, w której za regulację populacji ludzkiej weźmie się natura? Bo już się bierze. Jako gatunek przestajemy być płodni, odporni, silni. Natura już szuka luki w systemie obronnym. AIDS był preludium. Medycyna zdaje sobie z tego sprawę. A co my możemy zrobić? Odpowiem najszczerzej. Nie wiem.

Published in: on 29/03/2011 at 6:09 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/03/29/jak-jelenie-z-james-island/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: