Śmiesznie i romantycznie

W rzeczywistości jesteśmy trochę jako komedia, kiedy się przyszło po pierwszym akcie. Wszystko cacy, tylko nic się nie rozumie. – Julio Cortázar

Zastanawiam się skąd taki natłok propozycji filmowych wrzucanych potem do jednego kosza pod nazwą „komedia romantyczna”. Czy to odpowiedź na rzeczywiste zapotrzebowanie odbiorców, czy może raczej kreowanie pewnego gustu, który dopiero tworzy cały segment rynku, do którego kierowana jest taka oferta? Ot, takie powalentynkowe reminiscencje…

Być może jest tak, że nasze życie naprawdę przestało być zabawne. Rzeczywistość nas przytłacza więc wolimy od niej uciec choćby na te półtorej godziny spędzone za niemałe w końcu pieniądze przed wielkim ekranem. Wystarczyło, że w ofercie konkursowej Gazety pojawiły się dwa chodliwe tytuły („Oh, Karol 2” i „Jak pozbyć się cellulitu”) i posypały się odpowiedzi na pytania, mimo że wymagały pewnej inwencji. Zdecydowanie większe zainteresowanie niż każdym dotychczasowym hitem książkowym czy spektaklem teatralnym. Najwyraźniej nie chcemy rozmyślać i analizować. Chcemy, żeby było pięknie, lekko i przyjemnie. Kopciuszek usadowiony w realiach współczesnych, stare dobre baśnie, w których zło jest ukarane a dobro nagrodzone, marzenia o księciu i księżniczce – mamy te same oczekiwania, które mieli nasi przeodkowie, ale wyrażane w tej najoczywistszej współczesnej obrazkowej formie. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie sprzężenie zwrotne, które przy tej okazji powstaje. Otóż, o ile nasze prababcie nie musiały się raczej obawiać, że poczciwe bajania sprawią, że ich dzieci zechcą naśladować bajkowych bahaterów, o tyle my wszyscy musimy się już nad tym nieco zastanowić. I, co ciekawe, nie dotyczy to jedynie dzieci. Mocno polukrowany ekranowy świat może dość zauważalnie zepsuć nasze postrzeganie świata rzeczywistego. Odbywa się to na dwa sposoby – pierwszy i najoczywistszy to taki, że zaczynamy postrzegać realia nas otaczające w kategoriach filmowych. Wszystko się zatem jak w filmie poukłada, wszystko jakoś rozwiąże itp. Życie jednak daje nam w tym wypadku najczęściej bardzo bolesną lekcję. Niestety, nie zawsze skuteczną. Drugi, chyba bardziej niebezpieczny przejaw, to wręcz wyczuwalna zazdrość w stosunku do filmowych bohaterów, jeżdżących wspaniałymi brykami wtedy, gdy rzekomo im źle, stawiających domy, jak w „Ja wam pokażę”, w chwili gdy świat im się wali na głowę. A w nas, widzach, powstaje pytanie: Czemu my tak nie mamy? Jakoś i na brykę brak perspektyw i domu próżno wypatrywać, skoro nawet na miejsce pod niego nas nie stać. I rodzi się frustracja. Wykreowany cukierkowy świat, podświadomie staje się naszym celem, dążymy do niego i wpisujemy się we wszechogarniający strumień medialnej kreacji. Czego? Naszych gustów! Tworzone sztuczne potrzeby, lansowane mody i marki. Ustawiamy się po nie w niekończącej się kolejce. Kiedy niektóre uda nam się zdobyć, pojawią się kolejne propozycje z naszego (?) ekranowego świata. A to już nie jest śmieszne. Ani trochę.

Teraz przeszła mi przez głowę pewna myśl. Dlaczego wybrałem taki temat na felieton? Nie chodzę na te filmy, czasem okazyjnie obejrzę któryś „z drugiej ręki”, a jednak pozwoliłem sobie oceniać je w taki właśnie sposób… Sam nie wiem, jak to ugryźć. Może po prostu zatęskniłem za tematem błahym, lekkim i przyjemnym? Jeśli tak, to teraz mam za swoje. Jakoś mi nieprzyjemnie…

Published in: on 22/02/2011 at 6:06 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/02/22/smiesznie-i-romantycznie/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: