Koniec kontredansa

Pan Dyrektor Paweł Gabara zareagował na kilka kolejnych tekstów formułujących krytykę pod adresem Gliwickiego Teatru Muzycznego, stylu działania Dyrekcji, oraz wartości artystycznej pracy tej instytucji. Zareagował, ale w momencie, w którym wydawało mu się, że pojedynek na słowa odbędzie się na terenie dobrze mu znanym, w którym od lat odnosił kolejne zwycięstwa, z kolejnymi adwersarzami. Ogólniki, efektowne sformułowania, gładko, lekko i przyjemnie. W efekcie kolejny przybór emocji spacyfikowany i rozlany na dyskusje pomniejsze. Polemika Pawła Gabary pojawiła się w momencie, kiedy dyskusja dotycząca GTM przeniosła się na inne gliwickie instytucje kultury. Zaczęliśmy dyskutować o wszystkim i o niczym. Czas skończyć tego kontredansa i wrócić do meritum…

Pozwolę sobie, polemizując z Dyrektorem Gabarą, przyjąć proponowaną przez niego formę. Zatem do rzeczy.

Porównywanie teatru dramatycznego i muzycznego (klasycznego). Porównywanie takie, jak twierdzi Pan Dyrektor, jest mylące. Dla mnie mylące zaś jest to jedno słowo „klasyczny” w odniesieniu do teatru muzycznego. Cóż ono oznacza? Może Pan sprecyzuje? Wydaje mi się, że u źródeł przemianowania marki (!) Operetka Śląska leżała między innymi chęć zamanifestowania pewnej próby wyjścia poza ramy owej „klasyczności”. Bo jeśli nie, po co było zabić Operetkę? Właśnie ten „Teatr Muzyczny” oznaczał pójście dalej i artystyczne poszukiwania! Otóż to, poszukiwania! Czyli to, czego między innymi oczekuję od teatru. I były takie. A teraz Pan kryje się za „klasycznym”, a dalej w swojej polemice robi Pan tarczę także z operetki, jako gatunku. Zapytam jednak Dyrektora Teatru Muzycznego: dlaczego w formule jaką sugeruje nazwa mieszczą się bardziej produkcje w rodzaju „Tango Piazzola” Anny Burzyńskiej w Słowackim, a nawet „Niech żyje bal” Teatru Zagłębia, mimo popularnej i trochę „pod publiczkę” (ale o to wszak chodzi!) formuły tego ostatniego? I pytanie drugie: co oferował Pan zatem Gliwicom, lansując markę „Teatr Muzyczny” dziesięć lat temu, skoro teraz broni się Pan operetką?

Z liczbą 240 przedstawień i 107 tysięcy widzów nie będę w tej chwili dyskutował. Wrócę do niej po przeanalizowaniu o jakich przedstawieniach mówimy. Rozumiem, że wliczamy w to spektakle przyjezdne. A może również imprezy masowe? Pytam tylko… Jedno jest dla mnie oczywiste, w kontekście finansowym – dodatkowa i bardzo pokaźna kwota, która, jeśli te dane odpowiadają rzeczywistości, wpływa do kasy GTM z biletów. Sformułowanie „niemal wszystkie przedstawienia odbyły się przy pełnej widowni” jest dla mnie oczywiste – wystarczy podzielić podaną liczbę widzów przez ilość przedstawień.

Trzy sceny. Przede wszystkim wypada najzupełniej serio podziękować Panu za krótkie résumé na ten temat. Znowu jednak Pana argumentacja budzi poważne wątpliwości. Oto, pisząc o scenie przy Nowym Świecie, wspomina Pan, że odbywają się tu przede wszystkim przedstawienia rodzimego zespołu. Wspaniale! Dalej pisze Pan: „Każde wpuszczenie na scenę innego podmiotu artystycznego odbywa się ze stratą dla zespołu rodzimego”. Sympatyczny to przejaw troski. Ale rodzi się pytanie. Jak ma się do „higieny artystycznej” (gratuluję świetnego sformułowania) taki np. fakt, że aż dwa ostatnie spektakle oparte są na formule „mam talent” i obsada w miażdżącej większości bierze się spoza rodzimego zespołu? Chodzi mi o aktorów przede wszystkim. „High School Musical” – jeśli dobrze pamiętam dwóch naszych aktorów (na zmianę) w drugoplanowej roli trenera koszykówki. Będzie Pan się bronił w tym miejscu młodzieżową tematyką. Dobrze, a niesławny „Ragtime”? A „Hair”? – zaciąg aktorski z innych scen przede wszystkim! To dotyczy prawie wszystkich nowych spektakli. Najmniej widzę w tym winy aktorów i solistów GTM. Po prostu przez paręnaście lat Pana kierowania tą instytucją nie stworzył Pan funkcjonalnego zespołu aktorskiego, gotowego do wyzwań. Taki zespół posiada np. Teatr Rozrywki i inne sceny, o czym Pan doskonale wie, będąc zmuszony do korzystania z ich pomocy. To, owszem, w teatrze normalne, ale w naszym Teatrze niestety zbyt częste. W sposób oczywisty przekłada się to także na wzrost kosztów produkcji i prezentacji produkcji GTM.

Jeśli o „Bajkę” chodzi. Nikt nie pisze o w pełni funkcjonalnej scenie w tym miejscu. Jednak, na litość boską, napisał pan koncepcję kino – teatru Bajka. Proszę zatem powiedzieć jakiż mamy tam teatr? Mamy kino to pewne i dobre, ale czy mamy tam teatr? Proszę mi go pokazać. A mógłby być (propozycja TNS jest nadal aktualna).

A co do Kina Amok. Ma Pan rację, możemy być dumni z tego, że go w Gliwicach mamy. Ale zarówno liczba seansów jak i ilość widzów dają jeszcze dość przestrzeni, aby to miejsce było prawdziwą świątynią gliwickiej kultury, w sensie trochę innym niż Pan ją rozumie. Wiele seansów odbywa się na małej sali. Nie wyklucza to równoległych prób, nie przekreśla możliwości prezentacji innych niż filmowe.

Jeśli o filmowych kontekstach… W ostatnim czasie więcej o GTM słychać nie dlatego, że to teatr, ale kolejna i bardzo droga fanaberia kierownika artystycznego polegająca na reżyserowaniu i produkowaniu filmów. Czyżby teatr się znudził? Czyżby był mniej medialny? Czyżby na produkcji i reżyserii filmów znali się Panowie lepiej niż na teatrze? Jeśli tak, może lepiej szukać szczęścia w Stolicy? Jaki konkretny i mierzalny efekt promocyjny osiągnęły wydane na produkcję tych filmów pieniądze? Późny seans w TVP II nie jest chyba najlepszym czasem antenowym?

Ruiny… To już inna sprawa. To prawdziwa klęska Pana i niestety także Gliwic. Że się nie da? Że nie można? Pan wybaczy, Panie Dyrektorze, od osoby zajmującej Pana stanowisko zawsze będę wymagał jednego przede wszystkim – wyobraźni.

Znikające obiekty. Tu Panie Dyrektorze, wybaczy Pan kolokwializm, szlag mnie trafił. W tej części Pana argumentacji prawdziwe jest tylko jedno: „Alternatywne i amatorskie środowiska twórcze Gliwic są zdenerwowane brakiem dostępu do dobrych miejsc prezentacji”. Reszta to, mówiąc delikatnie, kreatywna praca z prawdą. Najpierw prawda bez kontekstu – władze miasta chciały przejąć Kinoteatr „X” od Politechniki i tam umieścić Kino Amok. Deklarował Pan pełną współpracę ze studentami i udostępnienie im sceny a także zaplecza. Pomijając fakt, że już wiele rzeczy jedynie Pan deklarował, czy uważa Pan, że problem gliwickiej kultury, jak ją Pan ładnie nazwał „alternatywnej” dotyczy tylko i przede wszystkim środowiska akademickiego? Reszta to już bzdury. Studenci Panu nie zaufali? Studenci niewiele mieli do powiedzenia. Decydował Senat, który niewielką większością głosów pozostawił obiekt przy Politechnice. Dobrze się stało, odbyło się tam jeszcze wiele naprawdę dobrych rzeczy. Politechnika obiekt zamknęła i nie ma tam nic. To Pan nic nie słyszał? O remoncie? O tym, że będzie tam bardzo funkcjonalny i nowoczesny wydział architektury? To jest według Pana nic? Nie mogę się z tym zgodzić. Klub Garnizonowy. Nikt się nie zainteresował, że władze wojskowe go zamknęły. Panie Dyrektorze, taki już przywilej „władzy” o czym Pan zapewne dobrze wie. Nikt się nie interesował, bo co mieliśmy zrobić (środowiska alternatywne, które Pan w tym kontekście przywołuje)? Odkupić obiekt? Wyremontować i… Żarty?

Na koniec muszę jeszcze podkreślić coś, o czym nie wspomina Pan jakoś, ubolewając na Kinoteatrem „X”. Gdyby władze Politechniki zadecydowały o pozbyciu się obiektu, najnormalniej w świecie nie byłoby „Bajki” w formule jaką ma teraz. Wykonano w niej remont dlatego właśnie, że nie stało się to z „Iksem”. Zatem, jednego obiektu i tak by nie było w kulturalnej infrastrukturze. I jeszcze jedna uwaga – nie widzę żadnej potrzeby tworzenia jakiegoś obiektu dla „środowisk alternatywnych”. Mamy ich dość. Wystarczą dobre chęci. O te trudno, Pan wybaczy, najbardziej po Pana stronie.

Tego nie kocham, tego nie lubię. Uff… Panie Dyrektorze, znów Pan próbuje wygrać w swojej sprawie wiernych wielbicieli operetki? Muszę tu zacytować większy ustęp z Pana wypowiedzi: „Czy ktoś wielu tysiącom miłośników operetki powie, że to co lubią, nawet kochają, jest niedobre i należy to zlikwidować na rzecz sztuki alternatywnej? Czy budowanie takiej opozycji jest sensowne bez naruszania wrażliwych odczuć widzów różnej orientacji artystycznej? Czy budowanie takiej opozycji jest w ogóle potrzebne?” To typowe równanie w dół. Myślenie kategoriami rodem z Polsatu. Typowy i szkodliwy populizm mający zastąpić misję instytucji kultury.

A poza tym kto tak mówi? I kto buduje taką opozycję? Pan i to sztucznie, z potrzeby chwili. Sam obydwie ręce podnoszę za tym, aby operetka w Gliwicach była. To część naszej tradycji. Niech się Pan nie gniewa, ale chętnie pokazałbym tym miłośnikom operetkę w naprawdę doskonałym wykonaniu. Bez reżyserii, znów Pan wybaczy, Marii Sartovej, doskonale zagraną, po prostu dobrą. Może zaskoczę pana, ale bywałem na wielu i w różnych miejscach. Mało jest u nas dobrych przedstawień. O gustach się nie dyskutuje, Pan twierdzi. Nie zgadzam się z tym. Robi się nawet więcej – gusty się kształtuje! Mówi Pan o „rozszerzaniu przestrzeni dla kultury, a nie o wykluczaniu”. A o czym ja cały czas mówię, jeśli nie o rozszerzaniu? Aż tak dalece się nie rozumiemy?

Głęboka reforma GTM. Tak głęboka, że teatr ów naprawdę znajduje się w dołku! Wracamy do mojej poprzedniej argumentacji. Nie może Pan własnych artystów zamykać w garderobach. „Nie może stu artystów siedzieć w garderobach podczas gdy na scenie stoi jeden aktor niezależny”. Nie wiem jak naszego „aktora niezależnego” wytrzymały Teatr Korez, czy warszawska Stara Prochoffnia, ale wiem jedno, niech Pan zatrudni swoich artystów na takich warunkach, które pozwolą im poczuć satysfakcję, grać role największe, z Gliwic wystartować na inne sceny. Są tego warci, mają talent, wielkie możliwości i aspiracje. Jako Dyrektor, to Pan powinien stworzyć im przestrzeń a nie iść po linii najmniejszego oporu i sięgać po aktorów innych scen. A przynajmniej nie tak lekką ręką. Niech Pan stworzy swojemu zespołowi artystycznemu wyzwania, a dopiero wtedy przekona się jak wielkie rzeczy Ci ludzie mogą zrobić.

Panie Dyrektorze, reasumując, ja naprawdę dostrzegam sukcesy tych parunastu lat. Nie mogę jednak nie widzieć, że co najmniej od kilku lat, Pan i kierownik artystyczny nie macie już ani temu teatrowi, ani Gliwicom niczego do zaoferowania. Tracimy na tym wszyscy i traci na tym zespół, którego prestiżu nie może Pan budować na pochlebnej opinii Pana Kaczyńskiego i na towarzysko – zawodowych układach z jedną lub drugą sceną. Bo na tym też tracimy, czego dobrym przykładem jest porażka reżyserska i produkcyjna w przypadku „Hair”. Czas na zmiany. Nie na kolejny naprędce robiony make up. Król jest nagi. Czas na nową dyrekcję.

Pozwoliłem sobie tym razem na ustosunkowanie się do Pańskiego tekstu. Swoje zarzuty, już dużo bardziej konkretne, zaprezentuję w kolejnym wydaniu Gazety.

Published in: on 09/02/2011 at 7:46 am  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/02/09/koniec-kontredansa/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. Dawno nie widziałem i nie czytałem tak dobrze ubranych i w swoim wyrazie mocno sprecyzowanych słów. Jestem uczestnikiem wydarzeń kulturalnych w Gliwicach i też działam w tym obszarze. Wielokrotnie miałem do czynienia z tą częścią, którą nazywamy profesjonalną i amatorską, częściej określaną alternatywną jaką autor tekstu wskazał lub też niezależną. Osobiście zauważam jedną podstawową różnice, ludzie którzy tworzą „profesjonalnie” tworzą dla pieniędzy co znów druga strona może poszczycić się pasją i oddaniem. Nie urażając tutaj aktorów, muzyków lecz głównie kierując te słowa do tych odpowiedzialnych na górze. Osobiście udam się prędzej na spektakl amatorski, gdzie pomimo wielkiej ilości błędów i czasem wpadek, widzi się niesamowity błysk w oku każdego członka zespołu, czego nie mogę powiedzieć o twórczości GTM. Miałem kiedyś okazje podwieźć jednego z aktorów GTM, zatrzymał mnie na trasie w okolicach Chorzowa, kiedy wracałem do domu. Młody, przystojny facet, ciepły głos i niesamowita barwa, od razu zapytałem czy Pan jest może aktorem?? Odpowiedział, tak, grywam w GTM właśnie śpieszę się na próbę. Po chwili rozmowy, dowiedziałem się, że dość często miewa spóźnienia, ale nie tylko on bo wielu dojeżdża. Jest to dla mnie potwierdzenie autora tekstu, że GTM nie posiada swoich aktorów, tworzącego rodzimą scenę.

    Niesamowite jest tworzenie w teatrze filmów dokumentalnych, rozumiałbym gdyby GTM miało swoją mała ekipę do filmowania przedstawień w celach choćby archiwalnych, pamiątkowych lub też analizujących, ale nie do działalności filmowej, od tego w Gliwicach mamy albo firmy albo prężnie działające stowarzyszenia filmowe, które moim zdaniem mają nie tylko potencjał osobowy ale i sprzętowy. Łącznie byłem na 4 przedstawieniach w GTM i żadnego nie pamiętam, pamiętam, że na jednym z nudów zasnąłem a z innego wyszedłem bo nic się nie działo. Panie Dyrektorze Gabaro, Teatr opatrzony nudą umiera. Nuda w teatrze to śmierć twórcza. Może dlatego nic nie pamiętam bo to we mnie umarło. Mam ogromną nadzieje, że GTM zmieni swoje oblicze i udostępni organizacją pozarządowym sceny dla naszego odbiorcy i widza zarazem, który tylko czeka na rewolucje w gliwickiej kulturze.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: