Po co nam Kobylarz? – wystawa Szymona Kobylarza w Czytelni Sztuki

Ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości czy warto się wybrać do Czytelni Sztuki obejrzeć instalację Szymona Kobylarza, niech czym prędzej to uczyni. Warto, zdecydowanie warto, skonfrontować swoje wyobrażenia o sztuce współczesnej z propozycjami artysty. Dyskusje, które prowadzono z nim podczas wernisażu, a także te między gośćmi, w kuluarach, świadczą o tym, jak bardzo takie ekspozycje są w Gliwicach potrzebne.

Od sokratejskiej definicji sztuki, jako zwierciadła odbijającego jedynie to, co już widzimy, a więc odwzorowującego biernie świat rzeczywisty i niedającego żadnego efektu poznawczego, mieliśmy już co najmniej kilka estetycznych rewolucji. Pierwszym krokiem „małej rewolucji” było uznanie, że sztuka ukazując nam naszą własną postać, jednak jakąś wartość poznawczą niesie. Normalnie wszak siebie „nie widzimy”, a skoro sztuka jest lustrem… Mimesis jako kanon utrzymał się w zasadzie aż do wynalezienia fotografii. Dostrzeżono jego niewystarczalność. A od przyjęcia, że mimesis nie jest warunkiem wystarczającym dla istnienia sztuki, do odrzucenia go jako warunku koniecznego, był już tylko jeden krok. Przyszedł Kandinsky, nadeszła sztuka współczesna… Zaczęła się jazda!

Szymon Kobylarz zaproponował nam rozpoczęcie dialogu z nami samymi i z innymi. Taki inspirowany dialog wydaje się być jego celem nadrzędnym. Puszcza do nas przy tym oko dość wyraźnie, a przecież wielu spośród odwiedzających ekspozycję jednak tego nie dostrzegło! Toczona dyskusja momentami zaczęła nawet w warstwie argumentów przywoływać ustalenia naukowe! I chyba właśnie w tym momencie dotknęliśmy wszyscy tego fenomenu, o jakim mówił Kobylarz. Jego fascynują para i pseudonaukowe dyskusje, ludzie kupujący „bezpieczne lokalizacje” i budujący schrony własnego pomysłu, mające ich uratować przed, według nich, nieuniknionym końcem świata. Mnie z kolei zafascynowało to, jak łatwo i bez ostrej granicy koncepcja artysty z działania stricte plastycznego zaczęła dosłownie wypełzać poza granice tej dyscypliny. Dla mnie instalacja, spotkanie z jej autorem, dyskusje w trakcie, ale i po, zestawione z medialnym przekazem (i to wielopłaszczyznowym) zgrabnie przez Kobylarza wplecionym w całość, stały się arcyciekawym happeningiem. Brałem udział w spektaklu. W dodatku z bardzo jasno rysowanymi scenicznymi typami. Podobało mi się! Smakowało!

Czytelnia Sztuki najwyraźniej proponuje nam alfabet dla niektórych zupełnie nowego języka. Poznać go trzeba, jeśli w przestrzeniach sztuki nowoczesnej nie chcemy poruszać się po omacku.

Podsumowując, Drodzy Czytelnicy, wizyta w ratunkowej kapsule made in Kobylarz to doskonały krok. Dla jednych kolejny w ich wędrówce po kulturze, dla innych, wierzę w to, pierwszy w drodze do zrozumienia sztuki „tu i teraz”.

Koniec.

Published in: on 26/01/2011 at 7:43 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/01/26/po-co-nam-kobylarz-wystawa-szymona-kobylarza-w-czytelni-sztuki/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: