Gdzie po Raju?

W dużym uproszczeniu historia społeczeństwa jest historią dominacji mężczyzny nad kobietą. Doprawdy mało jest kultur, w których to matriarchat byłby obowiązującą formą cywilizacyjną. Taką sytuację determinowały pozornie obiektywne warunki. To mężczyzna jest silniejszy fizycznie, zatem walczy, zdobywa pożywienie, wybiera partnerkę i ma z nią potomstwo. Siłą rzeczy kobiecie pozostawały funkcje pośledniejsze, a tak ważna i wręcz pierwszorzędna społecznie rola jak macierzyństwo, była postrzegana jako obowiązek. Wiele się zmieniło…

Na szczęście. Nasze kobiety są naszymi partnerkami. Chyba nigdy dotąd to określenie tak bardzo nie odbiegało od wąsko postrzeganego partnerstwa w sensie seksualnym. Nie jest to łatwe partnerstwo. Z natury swojej nie może też być pełne, jeśli uważamy, że ogranicza się ono ewentualnie do sprawiedliwego podziału obowiązków. Zaryzykuję jednak twierdzenie, że światy mężczyzny i kobiety w swej istocie tak dalece różnią się od siebie, że pełna empatia i świadomość potrzeb partnera nie są możliwe. Być może jakąś formą reakcji na ten stan jest coraz wyraźniejsze zjawisko unifikacji płci. Jak się domyślacie, Drodzy Czytelnicy, nie chodzi tu bynajmniej o trzeciorzędowe cechy płciowe, ale o zmiany daleko głębsze i, jak sądzę, poważniejsze. W dużym uproszczeniu, mężczyźni niewieścieją a kobiety – mężnieją. Panowie dawno już pojęli np., że dość specyficzna woń zmęczonego, męskiego ciała nie zawsze bywa feromonem. Prawidłowo, ale za tym idą dziesiątki zabiegów kosmetycznych, solaria i inne przyjemności, kojarzące się już jednak zdecydowanie z kobietą. Mężczyzna metroseksualny. Wam, Drogie Czytelniczki, pozostawię ocenę jego atrakcyjności jako partnera. Pożartowałem sobie, ale nie o ten aspekt mi chodziło. Psychologowie alarmują – mężczyźni są coraz mniej odporni na stres, łatwo ulegają nerwicom, brak im determinacji, nie są w stanie zapewnić partnerce poczucia bezpieczeństwa. Nie bądźmy jednak nieobiektywni. Alarmujące wieści dobiegają do nas także ze świata kobiet. Nie chcą być matkami, nie zgadzają się na absolutnie absorbujące wychowywanie dzieci, a w sensie charakterologicznym są coraz bardziej zdeterminowane, świadome swojej siły i, nie bójmy się tego stwierdzenia, bezwzględne w dążeniu do założonych celów. Mężczyzna bywa dla nich coraz częściej środkiem (żeby nie powiedzieć narzędziem) do osiągnięcia tego celu.

Coraz mniej pozostaje wolnej przestrzeni dla emocji na styku tych dwóch światów. A nawet jeśli jest przestrzeń, brakuje czasu aby ją zagospodarować. Związki jakże często powstają naprędce, „skonstruowane” są niedbale i nie opierają się na trwałych wartościach, wypracowanych wspólnie. Bardzo możliwe zatem, że, daj Boże w dalekiej przyszłości, czeka nas społeczeństwo singli, łączących się dość przypadkowo na jakiś czas w takim czy innym celu (kontrakt?) Nawiasem mówiąc samo pojęcie singla jest ostatnio lansowane gdzie tylko można. I czy się mylę? Głównie przez kobiety.

Być może największą tragedią naszych dalekich w przyszłości potomków będzie głębokie wewnętrzne rozdarcie. Nie jesteśmy w stanie do końca uciec od własnej płci. Miliony lat ewolucji doprowadziły nie tylko do naszego obecnego wyglądu fizycznego, ale i do naszej teraźniejszej konstrukcji psychicznej. Męskość i kobiecość znaczą dla naszego gatunku prawdopodobnie więcej niż dziś jesteśmy w stanie pojąć. Nie zmienimy zatem pewnych rzeczy. Mężczyzna, który będzie „kosił” singielki jedną po drugiej, klecąc z niektórymi namiastki związku, zawsze podświadomie będzie tęsknił za kobietą, której mógłby pragnąć w innym wymiarze, wielbić (jakie niemodne słowo!), która będzie go potrafiła zmobilizować do rzeczy wielkich. Kobieta zaś, niemająca problemów z orgazmem (chwała niech będzie seksualnej rewolucji!), szefująca mężczyznom, spełniająca się pod każdym względem, nadal będzie ronić atawistyczną już być może łzę, oglądając koleje losu Scarlett czy słuchając wzruszającego duetu z Parasolek z Cherbourga. Piszę o symptomach. To na zewnątrz. A w środku głód, niespełnienie, pustka, której nawet zdefiniować może się nie dać. I reakcje – frustracje, ogólne rozdrażnienie, dewiacje, także w życiu społecznym.

Proszę się nie obawiać Drodzy Czytelnicy, to tylko taka sobie prywatna futurologia autora. Oczywiście tak nie będzie, oczywiście zwyciężą siły natury i głęboki humanizm człowieka. Oczywiście… A jednak… Adamie i Ewo, módlcie się za nami!

 

Published in: on 19/01/2011 at 12:47 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/01/19/gdzie-po-raju/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: