W nowym roku… stary GTM?

Póki co, właśnie na to się zanosi i rzecz w tym, że w naszym wspólnym interesie za nic nie powinniśmy do tego dopuścić. Instytucja pod nazwą Gliwicki Teatr Muzyczny zbyt wiele kosztuje nas wszystkich, abyśmy mogli nad jej obecną kondycją przejść do porządku dziennego.
Na początku z pełnym przekonaniem stwierdzę, że wysokość przeznaczanych przez Miasto funduszy (w projekcie budżetu na 2011 rok w dziale 921 w pozycji Teatry znajduje się kwota 8 mln 418 tys. zł) zdecydowanie nie znajduje odzwierciedlenia w marnej wartości proponowanych przez GTM przedsięwzięć. Chcemy czy nie, współczesny teatr jako instytucja musi nie tylko być w przestrzeni kulturalnej, ale również ją kreować. Dotyczy to zwłaszcza mniejszych środowisk, a do takich z całą pewnością zaliczają się Gliwice i sąsiednie Zabrze. Jak zwykle na papierze wygląda to wszystko nieźle. Festiwale: Gliwickie Spotkania Teatralne, Dziecięce Spotkania Teatralne, dwie premiery w ostatnim roku, wyjazdy w te same wciąż miejsca, współudział w organizacji Jazz Sessions czy Nocy Świętojańskich, dwa filmy dokumentalne, promujące Gliwice – jeszcze można by wymieniać. Ale przyjrzyjmy się po kolei, z pominięciem festiwalu spektakli dla dzieci, bo to zupełnie inna jakość i poziom dość przyzwoity. Nasz sztandarowy festiwal, owszem, odbywa się i pewnie odbywał się będzie, ale jego formuła nieznacznie tylko ewoluuje, a jego wartość ogranicza się do zaprezentowania mniej lub bardziej udanego (niestety coraz częściej mniej) zestawu spektakli bardzo często wciąż z tych samych matryc. Wszyscy oczywiście chętnie przyjeżdżają, bo czemu nie przyjechać po łatwą kasę, ale sam festiwal nie wnosi zupełnie nic do szeroko pojętego życia teatralnego.
Ostatnie duże premiery. „HSM” i „Hair”. Pierwsza udana, druga niestety artystycznie była tym samym, co kulinarnie podanie w poniedziałek spaghetti bolognese tylko dlatego, że w sobotę i w niedzielę już było i wszystkim smakowało. Porażka, podobnie jak budowanie koncepcji kolejnych spektakli na młodym zaciągu z całego kraju, zbieranym na castingach. Zatem formuła „Mam talent” przeniesiona na teatralne deski. Wszystko dobrze, tylko że młodzi aktorzy dyspozycyjni są tylko podczas przerw w nauce. Spektakl, nawet udany, nie żyje swoim życiem, nie funkcjonuje w środowisku, „bywa” tylko. Chyba nie do końca o to chodzi. A jak ma się to do wykreowania własnego zespołu aktorskiego na najwyższym poziomie? Jak jest, wiemy – każda poważna premiera wymaga kolejnych zaciągów. To normalne, gwiazdy zatrudnia się wszędzie, spójrzmy jednak na obsady kilku ostatnich premier i wyciągnijmy wnioski.
Inne imprezy… Chylę czoła przed Impresariatem GTM. W rzeczywistości, którą nie do końca może kreować, radzi sobie naprawdę dobrze. Wiele przedsięwzięć w Ruinach, na placu Krakowskim itp., zostało zrealizowanych naprawdę z rozmachem. Tylko nie mylmy działalności impresaryjnej z koncepcją artystyczną TEATRU. Za tę odpowiadają dwie osoby – dyrektor Paweł Gabara i kierownik artystyczny Krzysztof Korwin Piotrowski. Dyrektor Gabara sprawuje swoją funkcję od 1998 roku. Potwornie długo, zważywszy na specyfikę branży, w której dyrektoruje. Nawet wielki Schiller nie zagrzał tak długo nigdzie miejsca. Niestety, w przypadku GTM brak jakiejkolwiek świeżości i wrażliwości na nowe trendy i zmieniającą się rzeczywistość skutkuje stagnacją bliską już obumieraniu. Ani trochę nie ma w tym przesady. Krzysztof Korwin Piotrowski w ostatnim czasie najwięcej energii poświęcał filmom o Różewiczu i Pszoniaku. Swoje zdanie o pierwszym wyraziłem, drugiego nie widziałem, ale uważam, że rola kierownika artystycznego TEATRU polega na czym innym. Filmy reżyserowane przez Piotrowskiego być może są potrzebne Gliwicom, ale z całą pewnością potrzebne są ich reżyserowi do promocji własnej osoby. Gdyby działo się to w strukturach jakieś gliwickiej wytwórni filmowej, sprawę zasadności takiej produkcji zostawiłbym samemu rynkowi. W strukturach GTM mam jednak prawo od kierownika artystycznego żądać jasnych, czytelnych, artystycznych koncepcji.
Tematu GTM nie zostawię. To pierwszy artykuł z cyklu kilku, które przygotuję w najbliższym czasie. Zapytam o bilanse ostatnich produkcji GTM od „Ragtime” począwszy, zasięgnę opinii wielu innych osób ze świata gliwickiej kultury, mediów i spośród widzów, porównam osiągnięcia GTM z innymi podobnymi placówkami. Z całą pewnością pojawią się również pytania bardzo niewygodne: dlaczego aktorzy GTM nie są zatrudniani w innych teatrach, a kreacji gościnnych na naszych deskach jest, hmm, zbyt dużo? Czemu służą ostatnie inwestycje motoryzacyjne Dyrekcji i jak przysłużą się gliwickiej kulturze? Naszych Czytelników zapraszam do wyrażania własnych opinii, polecając również tekst „Quo vadis GTM”, który przypomnę na www.darjez.wordpress.com
Najciekawsze Państwa komentarze z radością opublikuję.
Czas na zmiany w gliwickiej kulturze. Zacząć należy od jej okrętu flagowego, który chyba już zbyt długo stoi na mieliźnie.

Published in: on 05/01/2011 at 8:44 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2011/01/05/w-nowym-roku-stary-gtm/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: