Mimetyzm demokratyczny

w przypadku zagrożenia
przyjąć formę
kamienia albo liścia […]
oddychać płytko
udawać że nas nie ma
Zbigniew Herbert

Gdy nie wieją żadne wiatry i kurek na kościele ma charakter, napisał z goryczą Stanisław Jerzy Lec. Ale w życiu wiatry wieją prawie zawsze. Nieuchronnie zdarzają się burze i prawdziwe tornada. Wtedy człowiek, aby przetrwać, musi się ugiąć. Jak wielokrotnie opiewana w poezji trzcina, jak świerkowy las w wysokich górach. Przetrwać po to, aby się podnieść przy sprzyjających wiatrach, odetchnąć, zakorzenić w swoim czasie i w przestrzeni. Po to, aby żyć pełnią życia. Burze to kataklizmy i wojny, ale także życiowe tragedie. Walka i zachowanie człowieczeństwa jest obowiązkiem naszego gatunku. Tę walkę o przetrwanie, jak wszystko inne, homo sapiens przeniósł na wyższe pułapy. Pozostać człowiekiem nie można walcząc jedynie o pokarm, dach nad głową i inne podstawowe dobra. Życie nieuchronnie przechodzi wtedy w egzystencję. Właśnie… Życie i egzystencja. Dwa skrajne punkty człowieczego bytu. Nieprzypadkowo w tej kolejności. Zbyt często bowiem cywilizacja i formy społecznej organizacji słabszych z nas kierunkują na drogę zdecydowanie regresywną. Ku egzystencji.
Upodabniamy się. Do otoczenia. Do silniejszych pośród nas. Silniejszych? Bynajmniej, jeśli siłę rozpatrujemy w etycznych kategoriach autorytetu. Silniejszych, bo siłę daje im nasza obawa, ukrywanie prawdziwej opinii, poklask wbrew sobie.
Zaczyna się już w szkole. Na wagary żeby się nie wyłamać. Bo „wszyscy” idą. Przypalić jointa na imprezie albo machnąć parę głębszych, żeby być kimś z paczki. Ale również dać odpisać zadanie, bo się będzie świnią, siedzieć cicho w relacji z nauczycielem, bo się „uweźmie”. Krótko mówiąc przetrwać, wtopić się w klasę, wyrównać do poziomu. Albo męczyć się z etykietką krnąbrnego, bezczelnego, dziwaka. Są tacy uczniowie i trzeba niektóre zachowania piętnować. Pedagog jednak ma za zadanie bezbłędnie odróżnić odwagę od bezczelności, logikę od złośliwości, nonkonformizm od wazeliniarstwa. I promować cechy dobre.
Nieuchronnie przychodzi pierwsza praca. Skomplikowany system awansów, premii, koalicji. Krótko mówiąc, układy. Z kolegami i koleżankami najchętniej plotkujemy o szefie. Lub o tym z nas, który z jakichś względów jest w nieco lepszej sytuacji. Piętnujemy błędy, wytykamy bezsensowne decyzje, które… z szerokim uśmiechem na ustach wprowadzamy w życie chwilę później. Zaparzymy herbatkę, podamy świeżą prasę i z pełnym zrozumieniem dla trudu pryncypała pokiwamy głową, kiedy będzie żalił się na nieudolność Kowalskiego. Mimikra. Upodobnienie się do silniejszego. Syndrom kameleona – umiejętność przywdziania odpowiedniej maski w zależności od sytuacji i rozmówcy. Co zrobić, przecież rodzina, kredyty. Nie można stracić pracy.
Społeczeństwo, polityka i demokracja. Megamimetyzm posunięty do granic przyzwoitości. Czysto ludzki strach przed tymi, którzy tak naprawdę mogą wszystko. Nic nie mogą? Śmiejemy się z nich, nie szanujemy? Wolimy trzymać się z dala? My jesteśmy tylko pionkami, prawda? Wyżej jest niebezpiecznie, zatem nie podnosimy głowy. Niech oni rządzą. Najlepiej nawet ich nie wybierać. Nie idziemy na wybory. Głowy nisko, wola stłamszona, szarość masy. W niej nam do twarzy. Nasze  wrażliwe miejsca chowamy głęboko. Nie podniesiemy się, to nikt w nie nie kopnie. Nie nazwie oszołomem za to, że nie odpowiada nam jakiś środek transportu np. Nie wyśmieje za to, że za żałosny uważamy repertuar jakiejś ogólnie cenionej kuźni kultury. Nie zaproponuje zmiany stosunku pracy dlatego, że ośmielimy się zasygnalizować nasze niezadowolenie z powodu jej złej organizacji. Nie napiętnuje na jeden z dziesiątków sposobów.
Zaryzykuję, że o wartości społeczeństwa decyduje liczba tych, którzy potrafią wstać i powiedzieć to, co myślą. Demokracja to umożliwia, ale tylko pod warunkiem, że nie boimy się miana, wymienię w kolejności historycznej, heretyka, syjonisty, dysydenta, ciemnogrodzianina, oszołoma. Ci, którzy mówili o Katyniu byli oszołomami, Wałęsa był oszołomem. Ale na szczęście dla nas i dla prawdy byli. Dramatycznie spada nam współczynnik oszołomów na sto tysięcy mieszkańców. Politykierzy (nie politycy!) nazywają to społeczeństwem demokratycznym. Czy coś można zrobić? Antoni Słonimski: Kiedy nie wiesz, jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie.

Published in: on 30/12/2010 at 8:37 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2010/12/30/mimetyzm-demokratyczny/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: