Mesjasze, czyli polska historia z węgierskim humorem

Zycie człowieka: stronica pośrodku książki; by ją zrozumieć, trzeba przeczytać wcześniejsze strony” – Adam Mickiewicz wg György Spirò „Mesjasze”

My Polacy nie mamy poczucia humoru. Nie to, żebyśmy nie potrafili dobrze się bawić w towarzystwie, czy robić komedii (nieśmiertelny Bareja). Chodzi mi raczej o ten humor, który pozwala zażartować z rzeczy tak świętych jak własna historia. Do tej bowiem odnosimy się z pietyzmem, więcej nawet, z nabożną czcią. Wciąż wydaje się, że przygody Franka Dolasa są na przykład szczytowym osiągnięciem naszego poczucia humoru jeśli chodzi o ostatnią wojnę. Raczej nie spodziewajmy się polskiej wersji „’Allo ‚Allo!”…

Wielka Emigracja. Bohaterowie Powstania Listopadowego w skrajnej nędzy wegetują w Paryżu. W tym czasie książę Adam Czartoryski zdobywa wpływy na paryskich salonach. A wichry historii stykają ze sobą już uznanego za narodowego wieszcza Adama Mickiewicza z, jak go nazywa nasza historiografia, mistykiem Andrzejem Towiańskim. A w tle Goszczyński, Słowacki, cień Norwida i wiele innych polskich nazwisk. A poza Polakami? Wiele ważnych osobistości epoki. Nic dziwnego, akcja rewelacyjnej powieści György Spirò „Mesjasze” przenosi się wraz z podróżami jej bohaterów. Jesteśmy najczęściej w Paryżu, ale również w Rzymie, w Ziemi Świętej, w Anglii. Tę geograficzną rozległość znakomicie wykorzystał węgierski pisarz do stworzenia wielkiego epickiego fresku odmalowującego okres w dziejach Europy niezwykle ważny. Jeszcze nie przebrzmiały echa napoleońskiej epopei, a już nabrzmiewa Wiosna Ludów. Paryż tradycyjnie wrze, a w tyglu nad Sekwaną doszedł nowy czynnik – kilka tysięcy polskich emigrantów. Elita narodu – Wielka Emigracja…
Doprawdy trzeba było ciepłego, pełnego życzliwości zainteresowania Spirò oraz jego trzeźwego, bo wszak mimo wszystko obcego, spojrzenia na kwestie, które dla nas są święte. Nie lubimy wypominać narodowym wieszczom ich słabości, nie chcemy widzieć zaćpanego Słowackiego, prawdziwe opętanie towiańszczyzną wolimy nazywać polskim mistycyzmem. Wielu rzeczy nie chcemy i przez to właśnie dokonujemy autozafałszowań, tych drobnych „korekt”, które w efekcie składają się na wypaczenie historii. Inaczej chyba jeszcze się nie nauczyliśmy.
W tym miejscu nigdy jeszcze nie polecałem książki. Tym razem to robię. Ta prawdziwie odkrywcza pozycja wyszła nie tak dawno nakładem Wydawnictwa W.A.B.
Hej kto Polak, do księgarni!, że sparafrazuję pewną znaną nam pieśń.  György Spirò lubi Polskę i Polaków – to nie ulega wątpliwości. Jego ironia, dodam, że znakomita, nie jest podszyta niechęcią. Nie musimy się obawiać naszego portretu w krzywym zwierciadle. Autor rozumie, co działo się z Polakami w tamtym okresie, w dodatku chyba nawet lepiej niż my sami. A przy okazji, sprawę polską widzi na tle innych „spraw” – znakomite przedstawienie kwestii żydowskiej jest tu dowodem. Polecam, gorąco polecam tę znakomitą historyczną powieść. Jej czytanie będzie jak uczta, zwłaszcza że liczy sobie, bagatela, 796 stron! A na koniec pozwolę sobie z pełnym przekonaniem (po lekturze) przypomnieć: Polak, Węgier, dwa bratanki… Zaiste!

Published in: on 28/12/2010 at 9:13 am  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2010/12/28/mesjasze-czyli-polska-historia-z-wegierskim-humorem/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: