Blisko nam, czy daleko?

Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem – Gabriel García Márquez

Oj, wyszło mi pytanie w stylu hamletowskiego marudzenia. Ale spokojnie, nie o nieznośność bytu mi dziś chodzi. To tylko dylemat, który pozostał mi po ostatniej, dość długiej wizycie na Białorusi. W samym Mieście Słońca – Mińsku.

Zaskoczył mnie gród nad Swisłoczem (a może czą?). Wieloma rzeczami. Rozmachem architektury w stalinowskim stylu, z antyczną manierą, przestronnymi, szerokimi ulicami, znakomicie rozwiązaną komunikacją (metro), galeriami handlowymi w iście zachodnim stylu, ale schodzącymi kilka pięter pod ziemię. Brakiem plątaniny rozjarzonych reklam (błogosławiony braku pieniądza, który pozwalasz architekturze wyglądać jak architekt zamierzył!), czystością na ulicach, ilością zieleni w centrum i… pomnikami (bynajmniej nie tylko dzierżyńskich, marksów, bohaterów wojennych itp.). Zaskoczył mnie również brakiem tej, której najbardziej się spodziewałem, mitologizowanej w naszych mediach – Opozycji. Tam nic nie jest tak jak się spodziewamy, a jednak nie rzuca się w oczy jakaś oczekiwana „nienormalność”. Tak, zaskoczyło mnie wiele, ale najbardziej ludzie.
Polakom i Białorusinom daleko do siebie. Różnią nas doświadczenia historyczne, różni nas stopień zamożności – większość z nich to ludzie według naszych kryteriów po prostu ubodzy. Różni nas to, czym się zajmujemy. Weźmy na przykład studentów – ubrani obciachowo (według naszych standardów oczywiście), bez kasy (nie siedzą w pubach nawet dziesiątej części tego czasu, co nasi!) przede wszystkim się uczą. Przypomniałem sobie właśnie w Mińsku ten okres w Polsce, kiedy nagle zrozumieliśmy, że wiedza i języki otworzą nam Europę. Oni są w tym momencie właśnie teraz. Po kilka języków biegle, po kilka kierunków, świetne przygotowanie do… do niczego. – Państwo nas nie potrzebuje – pisze do mnie z goryczą Nadia (Instytut Stosunków Międzynarodowych). – Potrzebuje kierowców i monterów. Pracując zgodnie ze swoim wykształceniem zarobię 80 dolarów. Tak, Polaków i Białorusinów różni wiele.
A jednak Polakom i Białorusinom blisko do siebie. Autentyczna sympatia tych ludzi do Polski nie daje się nijak dopasować do niektórych oficjalnych wypowiedzi. Młodzi ludzie uczą się polskiego (poznałem kilkoro) i mówią po polsku wręcz świetnie, polszczyzną często jędrniejszą i żywszą niż my sami. Trudno uwierzyć, prawda? Blisko nam do nich, zwłaszcza mojemu pokoleniu, które jeszcze nie wyparło ze swej świadomości „kupieckich wypraw” na West Berlin czy do Wiednia. Temu pokoleniu, które pamięta, czym był dla nas mityczny Zachód. Jesteśmy dla naszych przyjaciół z Białorusi Zachodem. Sami potłuczeni nieco po zderzeniu z grubą pancerną szybą „zachodniego świata” nie pozwólmy im powtórzyć naszych błędów. Wprowadzajmy ich w ten świat, ale uczciwie. Mówiąc o tym, co pięknego mają w sobie jeszcze, co myśmy również mieli i za czym tęsknimy. Może z tym kawałkiem „czegoś” da się zrobić to, co udało się i nam i im zrobić już kiedyś? Z żubrem…

Published in: on 17/12/2010 at 12:16 am  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2010/12/17/blisko-nam-czy-daleko/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. nad Swisłoczczą bo Swisłocz – to est ‚ona’🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: