W sieci…

Kłamstwo zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty. (Leonard James Callaghan)

 W 1835 roku Samuel Finley Breese Morse rozpoczął rewolucję, która zmieniła świat. Zademonstrował po raz pierwszy telegraf. Kiedy zaś w 1915 roku opracowano telegraf bezkablowy, rozpoczęło się niepodzielne panowanie informacji. Telewizja, Internet – środki masowego przekaz. Czego? Informacji właśnie. Informacji zalewającej nas zewsząd w stopniu, jakiego nie spodziewali się zapewne ich twórcy.

 Kiedy informacja zaczyna być dezinformacją? Kiedy przekaz zaczyna być informacyjnym bełkotem? Jak bardzo fakt superłatwego korzystania z najświeższej informacji unieczynnia nas intelektualnie, fizycznie, towarzysko? Czy plotka podawana przez tabloidy ma nadal urok szemranej informacji otrzymanej wraz z dziesiątkami innych od sąsiadki? Który serwis wiadomości telewizyjnych jest bardziej wiarygodny? Kto w jakiej telewizji ma jakie wpływy i za czyje pieniądze jakaś stacja kształtuje nasze postawy i potrzeby? Kto wmawia nam, że taki czy inny festiwal jest wydarzeniem kulturalnym tak wielkiej wagi, że musimy go wręcz obejrzeć jakiego rzędu zyski daje zmarginalizowanie znaczenia II Programu Polskiego Radia na rzecz innych programów? Kiedy przestajemy być wrażliwi na przekaz pokazujący ludzkie cierpienie? Ile śmierci trzeba obejrzeć w takim czy innym programie informacyjnym, aby przestała nas ona szokować? Ile razy musi pokazać się na ekranie taka czy inna twarz, aby stać się „ikoną popkultury”? Jacy panowie w garniturach i za jakie pieniądze decydują, że idolem będzie Michał W. Lub Doda E.?

Jak długo dla naszych dzieci będą interesujące nasze opowieści i przez ile minut wytrzymają na kolanach taty czy dziadka, kuszone dobrodziejstwami internetu czy któregoś z dziecięcych kanałów telewizji kablowych? Dlaczego ludzie, którym przede wszystkim służą środki masowego przekazu nawołują najbardziej do egzekwowania opłaty za korzystanie z ich usług? Czy nie jest nieetyczne, że nie płacą za nie jedynie ci, których mega wizje i mega produkty zostają za ich pośrednictwem wszczepione w umysł i wrażliwość odbiorcy? Czy alibi przekazywania informacji może być przykrywką dla gigantycznych wręcz obrotów rynku reklamy? Czy całkowicie bezosobowa terminologia public relations, każąca siedzącą przed ekranami, wertującą kolorowe strony tabloidów tłuszczę nazywać publicznością jest dla nas do przyjęcia? Czy sieć informacyjna oplatająca nasz glob jest dobrodziejstwem? Czy nie powinniśmy czuć się z tym wszystkim jak…ryba w sieci?

Taki mały egzamin zaproponowałem Wam, Drodzy Czytelnicy. Nie wertujcie tego numeru – odpowiedzi na te pytania nigdzie nie znajdziecie. Jeśli macie w sobie odwagę odpowiedzcie na nie sami i… szczerze. Jeśli nie, nic się nie stanie. Ukojenie znajdziecie w którymś z programów rozrywkowych albo w ulubionym czasopiśmie.

A ja, jako puentę opowiem zastanawiającą historię. Hugo Chavez, ultralewicowy prezydent Wenezueli, przez wielu namaszczony na następcę Fidela Castro, teoretyk i piewca permanentnej rewolucji bolivariańskiej (od Bolivara) ma się bardzo dobrze, w czym wydatnie pomaga mu fakt, że Wenezuela posiada jedne z największych złóż ropy naftowej na świecie. Z kolejnych konfliktów z opozycją wychodził coraz silniejszy. Tak stało się nawet wówczas, gdy w 2002 roku przejęła ona władzę siłą. Pucz poparła jedna z największych tamtejszych stacji telewizyjnych – ta ukochana przez Wenezuelczyków, ta emitująca ich ulubione telenowele. Chavez nie mógł jej tego darować. W tym roku wygasła jej koncesja, której nie przedłużono. I co się stało? Żadne hasła nie potrafiły zjednoczyć społeczeństwa w takim stopniu jak gigantyczny i narastający protest przeciwko zamknięciu ulubionej stacji. Na ulice wyszli studenci ramię w ramię z domowymi gospodyniami. Rozmiarów protestu nikt nie mógł przewidzieć – sam dyktator wydaje się zaskoczony. Zapewne po raz kolejny sobie poradzi, być może znowu wyjdzie z konfrontacji silniejszy. Fakt jednak zaistniał a wnioski z niego nasuwają się same.

A teraz wróćmy do naszych baranów… Pod koniec lat 60. Marshall McLuhan wprowadził termin „globalna wioska”. Niniejszym ja wprowadzam nowy – Globalny Wieśniak. I… jak Wam się podoba? – że przywołam wielkiego pisarza (a właśnie, jakiego?).

 

Published in: on 08/12/2010 at 4:21 pm  Comments (2)  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2010/12/08/w-sieci/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzyDodaj komentarz

  1. Panie Darku
    Wszystko piękne i ciekawe, ale „telegraf bezkablowy” to nie rok 1915, bo już w 1909 Marconi dostał za to nagrodę Nobla. Titanic zatonął w roku 1912. A wtedy już telegraf „bezkablowy” działał od dobrych piętnastu lat. W roku 1905 Rosja straciła wszystkie swoje pancerniki w bitwie pod Cuszimą dzięki temu, że Japończycy lepiej umieli posługiwać się radiotelegrafem niż ci, którzy szli na dno.
    Z pozdrowieniami
    Andrzej Jarczewski

  2. Panie Andrzeju, przede wszystkim wielkie dzięki za zainteresowanie! Sam byłem radiotelegrafistą na łajbie stąd i temat mnie interesuje. Wszystko, co Pan pisze, to oczywiście prawda. Rzecz w sformułowaniu „opracowano telegraf bezkablowy”. Marconi w 1897 r przesłał sygnał „bez kabla” na odległość 19 km, a w 1901 przesłał przez Atlantyk (wyraźnie odbierano go przez 2500 km, a na odległość 3200 odczytano literę „S”). Ale szerokie zastosowanie znalazła łączność radiowa w 1915 właśnie. Opracowali ją Niemcy nadając na cały świat swoje wersje wydarzeń wojennych. Rozpostarli swoją „sieć”. Stąd właśnie ten moment zainteresował mnie w moim „medialnym” kontekście.
    Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do subskrypcji bloga. Ja również jestem stałym Pana gościem!
    dj


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: