Medialny analfabetyzm

Przewrotne pytania, drodzy Czytelnicy: kiedy ostatni raz oglądaliście wspólnie z dzieckiem wieczorne wydanie Wiadomości lub Teleexpres? Jaki jest tytuł czasopisma, które regularnie kupujecie i czytacie wspólnie z Waszymi pociechami? Jakiej rozgłośni radiowej i jakich audycji słuchają Wasze córki i synowie? Cóż, może lepiej nie próbować odpowiadać na te pytania…

Nie przeszkadza mi tyłeczek Cameron Diaz, ani ciągnięte w nieskończoność internetowe dysputy o tym, który biust jest najlepszy, który aktor najbardziej męski, a nawet, choć po zastanowieniu, który z polskich polityków najgorzej się ubiera. Powiem więcej. Nie widzę powodów, dla których tego typu medialne „rodzynki” nie miałyby uatrakcyjniać „ciasta” codziennych wiadomości. Wiadomości bombardujących nas z każdej strony, sensacji, newsów, plotek i domniemań. Cała ta medialna pulpa nie jest łatwa do ogarnięcia. Nawet my, starsi już i przyzwyczajeni do tradycyjnych środków przekazu, mamy nieraz problemy z odsianiem tego, co wartościowe, istotne, czy inspirujące. Gubimy się czasem, choć często nie przyznajemy się do tego. Ale nasze dzieci są bezbronne. Ze szkół znikły tak popularne niegdyś prasówki, które zmuszały nas do mrówczego przeglądania nawet tak wspaniałych periodyków jak Trybuna Ludu, Trybuna Robotnicza, a nawet Nowa Wieś. Prawie całkowicie zniknął zwyczaj typowego w wojsku zasiadania w świetlicy dla obejrzenia wieczornych wiadomości. W tym miejscu wszystkim oburzonym tym wywodem muszę przyznać rację. Oczywiście, były to narzędzia indoktrynacji, ogłupiania i wpajania przekonania o przewodniej roli „kogoś tam” i znaczeniu pewnej klasy społecznej. A jednak czegoś uczyły. W zupełnie niezamierzony sposób ci, którzy nas indoktrynowali wyrabiali w nas to, co w obcowaniu z mediami jest niezbędne – umiejętność krytycznego kojarzenia faktów i opinii, zdolność do wyciągania suwerennych wniosków, jakże często odbiegających od tych, które nasi Wielcy Nauczyciele sobie zamierzyli.

Dziś zmieniła się rola mediów. Oczywiście, i to podkreślam, dotyczy to tylko ich najmłodszych odbiorców. Rola informująca, edukująca, a w szczególności – inspirująca, to już przeszłość. W świadomości naszych dzieci media, to tylko narzędzie zabawy, kolejny sposób zabijania czasu, często bardzo niewybredna rozrywka. Prześledźmy wspólnie, z jakich mediów i w jaki sposób korzysta przeciętny nastolatek. Telewizja? A jakże! To jedno z mediów podstawowych. Wśród programów preferowanych nie znajdziemy tu jednak któregokolwiek z programów informacyjnych, publicystycznych czy tych z działki tzw. „kultury wysokiej”. Talk-show, reality show, znakomite seriale w rodzaju „Pierwsza miłość”, dla tych bardziej ambitnych „W11”, a dla tych najbardziej żądnych intelektualnej rozrywki – „Sędzia Anna Maria Wesołowska”. Nie wierzycie? Zróbcie ankietę wśród znajomych: ile dzieci, tak naprawdę, ogląda dobranocki? Lepszą rozrywkę znajdują wszak w kolejnym medium, tym coraz bardziej wszechpotężnym – Internecie. I niby wszystko w porządku. Największe portale informują na bieżąco, można poczytać mądre komentarze, a nawet felietony. Nie cieszmy się jednak, tak głęboko w zasoby danego portalu sięgają jedynie nieliczni. Nie przypadkowo majtki Dody zawsze będą na eksponowanym miejscu, a sercowe wybory tańczącego Maseraka tuż obok. To wszystko okraszone tysiącami podobnych „newsów” absorbuje większość czasu, jaki żądny informacji nastolatek może dla ich uzyskania przeznaczyć. Musi wszak zajrzeć jeszcze do Wikipedii i skopiować do tej, czy innej pracy niezbędne informacje. Zauważmy przy tym bezradność takiego „adepta wiedzy” w korzystaniu z tradycyjnych, książkowych słowników i encyklopedii. Sprawdzałem to – problem jest nawet z przyswojeniem zasad alfabetycznego wyszukiwania.

Prasa, owszem zdarza się czasem. Dziewczyna, Popcorn, Bravo i kilka tuzinów podobnych tytułów. Nie ma miejsca na zażarcie rywalizujące ze sobą Rzeczpospolite, Gazety Wyborcze itp. Prasa jest w odwrocie. O percepcji radia u nastolatków szkoda mówić! Struktura audycji większości rozgłośni świadczy o tym najlepiej. Muzyka, krótkie „wrzutki” informacyjne, coraz więcej reklamy. Na rzetelną publicystykę, dyskusję i programy kulturalne brakuje czasu antenowego. Najlepszym dowodem zgodnej z wymogami rynku polityki decydentów są ograniczenia, które niedawno dotknęły radiową „Jedynkę”.

Czy możemy coś zrobić? I owszem! Siądźmy z córką czy synem do wspólnego obejrzenia Wiadomości. Choć raz na pewien czas. Podsuńmy ciekawy artykuł i podyskutujmy o nim. Czasem nawet poświęćmy trochę uwagi bieliźnie Dody, jeśli dzięki temu będziemy mogli zwrócić uwagę dziecka, że Internet to nie tylko śmietnik. Co poza tym? Czytajmy Gazetę Gliwicką…

Published in: on 08/12/2010 at 9:48 pm  Dodaj komentarz  

The URI to TrackBack this entry is: https://darjez.wordpress.com/2010/12/08/medialny-analfabetyzm/trackback/

RSS feed for comments on this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: