Rak języka

Nim język puścisz w taniec, załóż na mordę… kaganiec! – Jan Izydor Sztaudynger

Brakuje nam słów. Do wszystkiego. W zasadzie nie ma już sfery życia, w której jesteśmy w stanie precyzyjnie oddawać wszystkie niuanse tego co myślimy, a w szczególności czujemy. Dlaczego? Czy ubożeje język? Zapewne. Ale czy tylko język? Bynajmniej. To my ubożejemy.

Trzeba uczciwie przyznać, że w zasadzie nie jest to nasza wina. Wydawałoby się, że wystarczy czytać, słuchać i oglądać i sprawę mamy załatwioną – słów, które rozumiemy i przede wszystkim używamy, przybywa. Nic bardziej błędnego. Otóż język mediów, literatury współczesnej, tekstów piosenek itp. zdecydowanie zawęża się do grupy słów pospolitych, słów kluczy, nowotworów językowych. O, jakie fajne słowo mi wpadło na myśl. O ten „nowotwór językowy” mi chodzi. Takie słowa, zachowują się właśnie tak jak ich medyczny odpowiednik. Toczą tkankę języka, rozbijają znaczenia, zaburzają związki językowe. I niektórzy to chwalą. Przecież język żyje, rozwija się, ewoluuje. Oczywiście, że tak. Martwi jednak fakt powstawania najróżniejszych wariacji wokół słów, wyrażeń pospolitych. Tu rzeczywiście arsenał leksykalny się bogaci. Ale jednocześnie wyraźnie można dostrzec problemy, jakie język polski, ten codzienny, ma z gradacją uczuć i emocji. Nie mamy problemu z podbijaniem emocji, samonakręcaniem się. Zdecydowanie nie radzimy sobie z sytuacjami wyciszenia, kontemplacji, emocji głębokich. Cóż, to odzwierciedlenie naszego życia. Tempa, nerwowości, braku wytchnienia. Nasz język zatem jest taki sam coraz częściej. Nerwowy, urywany, oparty na równoważnikach zdań, niedokończonych komunikatach, skrótach myślowych i słowach kluczach. Jaki jest etap następny? Ano większa podatność na tworzenie się swego rodzaju językowych enklaw, slangów, kodów. Łączy je jedno – coraz większa lapidarność, ubożyzna językowa. Następuje zjawisko wtórne – te kody, sposoby mówienia, maniery językowe, przedostają się do literatury, zadomawiają się w niej, zyskując wielu zwolenników. Odległość język potoczny – język literacki coraz bardziej się zmniejsza. To nie wstecznictwo z mojej strony – sam jestem za stosowaniem form językowych oddających rytm życia. Tylko nie wolno zapomnieć, że to właśnie ta rozpiętość między językiem literackim i takim, którym posługujemy się naprędce, czasem niedbale, wyznacza granice możliwości języka.
Nie sądzę, żeby wiele osób stwierdziło, że to zajefajny tekst. Przydałoby się trochę zajawek, żeby były większe jaja. Czytałem parę takich cool tekstów, wypasionych przykładów, wyczesanych hasełek. Może znajdzie się paru ludków, którzy zakumają o co mi biega i nie pomyślą, że mi całkiem na blat uderzyło.
Państwo pozwolą, że nie będę tłumaczył. Sens jest oczywisty. Tylko, że kończę pisanie z nieprzepartym wrażeniem, że dla wielu powinienem raczej przetłumaczyć tę pierwszą, dłuższą część. Pewnie bym to zrobił, ale… słów mi brak! Naprawdę! Teraz rozumiecie o co mi chodzi?

 

About these ads
Published in: on 15/12/2010 at 9:50 pm  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: http://darjez.wordpress.com/2010/12/15/rak-jezyka/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

One CommentDodaj komentarz

  1. Rzecz oddana pięknie i mądrze. Inteligencji – nie gratuluję, to się po prostu ma.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: